poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 41



Stan Wespazjana był krytyczny. Stary król już tylko leżał w łóżku. Praktycznie cały czas milczał bowiem nawet mówienie niedawno zaczęło sprawić mu problemy. Nadszedł czas, aby przystąpić do realizacji planu.
- Pamiętasz, co masz robić? - spytał Falen Wiktorii. Dziewczyna właśnie przygotowywała w kuchni napar, który medyk kazał pić konającemu monarsze na wzmocnienie.
- Tak - przytaknęła, dolewając do mikstury bezbarwnego eliksiru, będącego przygotowanym przez księcia lekarstwem. - Mam to podać Wespazjanowi. Ty będziesz czekać, aż wywabię resztę z jego komnaty. Wtedy podasz mu to coś, co wprowadzi go w stan podobny do śmierci... Będzie myślał, że umiera, a naprawdę zaśnie - wyrecytowała.
- Mądra dziewczynka - pochwalił z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy.
- Ale jedna rzecz mnie zastanawia... Mówiłeś, że to coś nie "zabije" go od razu... Co jak zdąży powiedzieć Cedricowi, co mu podałeś? Wtedy cały plan legnie w gruzach...
- O nic się nie martw. W końcu od czego jest to maleństwo? - uspokoił ją, pokazując na sygnet z kamieniem Persenope, dzięki któremu już raz zdołał omamić Wespazjana. - Ja zawszę myślę o wszystkim.
- No to zaczynamy - powiedziała Wiktoria, po czym wzięła pucharek z miksturą i ruszyła do jego komnaty. 



***

Król leżał w swym łożu. Był bardzo blady, a na jego czole zaczęły pojawiać się kropki potu. Jad Vipery spustoszył cały jego organizm. Wespazjan nie mógł już się ruszać. Bolał go każdy fragment ciała. Już nawet mówienie sprawiało mu ból. Król bardzo cierpiał. Dodatkowo Wespazjana dobijała obojętność swojego najstarszego syna wobec jego cierpienia. Odkąd władca nie był w stanie podnieść się z łóżka, Falen nie odwiedził go ani razu. Wespazjan nie mógł znieść świadomości, że jedno z jego dzieci go tak nienawidzi. Zastanawiał się, gdzie popełnił błąd. Nie potrafił sobie darować, że wcześniej nie zauważył, iż z Falenem dzieje się coś złego, że pozwolił mu się stoczyć...
Wokół jego łoża siedzieli Cedric, Nimfadora i Eryk. Chociaż starali się do niego uśmiechać i podtrzymywać na duchu, coraz słabiej im to wychodziło. Cała trójka zrobiłaby wszystko, aby pomóc dobremu królowi, ale nie byli w stanie nic zrobić. Nie mieli pojęcia o istnieniu antidotum, które potajemnie miała podać mu zaraz Wiktoria.
- Królu, przyniosłam ten napar ziołowy, który medyk kazał ci zażywać - powiedziała dziewczyna, podchodząc do chorego.
- Och, to i tak mi nie pomoże, ale dziękuję za troskę - odparł Wespazjan słabym, ochrypłym głosem.
- Nie mów tak, Wasza Wysokość - poprosiła Wiktoria, którą widok umierającego władcy chwytał za serce. Dziewczyna była bardzo wrażliwa na cudze nieszczęście.
- Umieranie to część naszej natury. Nie należy się tego obawiać - powiedział spokojnie król, po czym przystawił puchar do ust i zaczął pić. Widać było, że Nimfadora chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Może bała się, że jej głos się załamie? Albo po prostu nie znalazła odpowiednich słów?
- Słuchajcie, jak szłam tutaj z kuchni, spotkałam po drodze Priwettusa. Szukał was. Nie wiem, czego chciał, ale to chyba było ważne - ozwała się Wiktoria, kiedy się upewniła, iż król wypił wszystko.
- Nas wszystkich? - zdziwiła się Nimfadora.
- Tak.
- No dobrze - westchnęła ciężko. - Zaraz wrócim, tato - powiedziała, posyłając mu pełne miłości spojrzenie.
Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, potężny regał z książkami odsunął się z cichym skrzypnięciem, a z tajnego przejścia wkroczył do komnaty Falen. W dłoniach trzymał drewnianą szkatułę zdobioną rubinami. Wespazjan wydał z siebie zduszony okrzyk.
- Witaj, tatuśku - rzucił kpiąco, podchodząc do niego bliżej.
- Co tu się dzieje? – wychrypiał chory, przenosząc zdumione spojrzenie z Wiktorii na Falena i z powrotem.

- Można powiedzieć, że pobawimy się w wbijanie igieł - rzucił krótko książę, podnosząc wieczko szkatuły i wyciągając z niej strzykawkę napełnioną do połowy granatowym płynem. Eliksirem uśpienia.
- Wiktorio, zawołaj straż - poprosił król słabym głosem. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Falen syknął, patrząc na niego z pogardą:
- Milcz, starcze, ona nikogo nie wezwie. Wręcz przeciwnie, pomoże mi.
- Ale Wi... -  zaczął chory, patrząc na dziewczynę z wyrzutem. Wiktoria nie mogła znieść jego zawiedzionego spojrzenia, więc odwróciła wzrok. W tym momencie Falen nachylił się nad ojcem ze strzykawką.
- Ostrzegam, może trochę zaboleć. Może nawet trochę bardzo - powiedział z kpiącym uśmieszkiem na ustach.
- Mówiłeś, że nic nie poczuje! - zaprotestowała dziewczyna.
- Daj spokój. Ciesz się, że w ogóle ci pomagam - warkną cicho Falen.
- To ty to wymyśliłaś? - spytał Wespazjan tym swoim zranionym głosem.
- Nic się Waszej Wysokości nie stanie. Obiecuję. Dzięki temu król będzie żyć - mówiła jakby przepraszająco, po czym zwróciła się do Falena - Na Karanirską Gwiazdę, to twój ojciec! Nie możesz go tak traktować!
- Będę go traktować, jak mi się podoba - odparł chłodno. Wespazjan próbował się wyrywać, ale był na to zbyt osłabiony. Kiedy Falenowi udało się w końcu wbić koniec długiej igły w tętnicę na jego szyi, król jękną cicho. Wprowadzanie tej mikstury bezpośrednio do krwioobiegu nie było przyjemnym doświadczeniem. Gdy Zdrajca wyciągnął strzykawkę z jego ciała, Wiktoria zauważyła, że po igle został tylko ledwo dostrzegalny ślad, na który nikt z pewnością nie zwróci uwagi. Falen schował ją z powrotem do szkatuły, a następnie sięgnął po kawałek gazy i przyłożył ją do ranki na szyi ojca, wycierając kilka kropli krwi. - Niedługo zaśniesz. Szkoda, że nie na zawsze - mruknął oschle.
- Dlaczego ty mnie tak nienawidzisz?
- Już ci mówiłem. Wielokrotnie.
- Dałem ci dom! Zawsze cię chroniłem i próbowałem wychować, a ty jak mi się za to odwdzięczasz?!
- Dom? - prychnął. - Jesteś moim ojcem, więc to żadna łaska, że pozwoliłeś mi mieszkać ze sobą. A co do wychowania... Zawsze traktowałeś mnie inaczej.
- Ale czy gorzej? - spytał dobry król, patrząc na swego syna błękitnymi oczyma, w których malował się nieopisany smutek i ból. Ból nie fizyczny tylko duchowy/
- Tak - odpowiedział chłodno Falen po dłuższej chwili milczenia. - A teraz słuchaj uważnie - nakazał ostro, kiedy jego uszu dobiegł dźwięk czyjś kroków. Wracali. Starszy książę podobnie jak za pierwszym razem zmusił ojca do spojrzenia na Kamień Persenope. Błysnęło zielone światło, a oczy Wespazjana zaszły mgłą. Był transie. -  Nie widziałeś mnie. W ogóle mnie tu nie było, a to się nie wydarzyło. Przez cały czas rozmawiałeś sobie o wszystkim i o niczym z Wiktorią, jak to masz w zwyczaju, karettre? (rozumiesz?) - syknął ściszonym głosem, a starzec tylko pokiwał głową.
- Dobrze - rzucił Falen, ostatni raz mierząc ojca pogardliwym spojrzeniem, po czym zabierając swoje rzeczy, podszedł do regału, za którym było ukryte tajne przejście. Zdrajca pociągnął za grzbiet jednej z książek, stojącej na najwyższej półce, a ukryte drzwi znów się ukazały.
- Tylko nie wypadnij z roli - rzucił z ironicznym uśmieszkiem do Wiktorii, po czym zniknął w przejściu. Regał ledwo zdążył wrócić na swoje miejsce, a drzwi komnaty Wespazjana otworzyły się.
- Wiki, o co chodzi? Priwettus wcale nas nie szukał... - spytał Eryk, przyglądając się jej badawczo.
- Ja.... - zaczęła, zastanawiając się, jak to wytłumaczyć, jednak zanim zdążyła powiedzieć cokolwiek, król zaczął się krztusić. Cedric i Nimfadora znaleźli się przy nim natychmiast.
- Ojcze, co się dzieje? Sprowadzić medyka? - spytał książę, a na jego twarzy odmalował się wyraz głębokiej troski.
- Nie, synu. Fenir już mi nie może pomóc - wychrypiał Wespazjan między jednym atakiem kaszlu a drugim.- Moje serce boli jak nigdy wcześniej. Chyba już wybiła moja godzina - powiedział, z trudem łapiąc oddech.
- Nie, nie, nie! Nawet tak nie mów! - prosiła Nimfadora, łapiąc ojca za rękę, zupełnie jakby myślała, że w ten sposób zdoła powstrzymać jego duszę przed opuszczeniem ciała.
- Na każdego kiedyś przyjdzie czas. Mówiłem ci to już, skarbie  - odparł król.
- Ale ty nie możesz umrzeć, nie możesz, rozumiesz? - szepnęła, a w jej łagodnych oczach zaczęły skrzyć się łzy.
- Nie rozpaczaj nade mną, córeczko. Ja się nie smucę, więc i ty tego nie rób - powiedział, posyłając jej delikatny, ledwo zauważalny uśmiech, po czym znów zaniósł się kaszlem. - Właściwie to się nawet cieszę... Nareszcie spotkam się z waszą matką. Po tylu latach. Przekażę jej jakie ma wspaniałe dzieci - dodał król. Nimfadora tylko zapłakała mocniej i przytuliła go z całej siły. Była pod wrażeniem postawy ojca. Ona bała się śmierci, a choćby myśl o niej napełniała jej serce trwogą, podczas gdy Wespazjan mówił o odchodzeniu jak o dobrej przyjaciółce, która przynosi mu ukojenie, kiedy już sam nie daje rady.
- Cedricu...
- Tak, ojcze? - spytał książę, siadając na skraju jego łoża. W oczach księcia nie było łez, ale Wiktoria jeszcze nigdy nie słyszała w jego głosie takiego smutku, takiej rozpaczy i takiej bezsilności. Ale czy można dziwić się jemu albo Nimfadorze? Przecież właśnie na ich oczach odchodził elf, który opiekował się nimi od samego początku, który zawsze chciała dla nich wszystkiego, co najlepsze. Ojciec, który był gotowy oddać za swe dzieci życie, jeśli tylko zaszłaby taka potrzeba. A przynajmniej oni myśleli, że Wespazjan teraz umierał. Eryk natomiast przyglądał się temu wszystkiemu w milczeniu, lecz również ze smutkiem. Mimo wszystko chłopak miał głęboki szacunek do króla. Ponadto miał świadomość, że tylko on jeszcze jakoś spajał ten kraj. Tylko on powstrzymywał Falena i Cedrica od wzajemnego wypowiedzenia sobie wojny. Wiktorii krajało się serce, jak widziała tą wszechogarniającą rozpacz, przygnębienie i łzy swojej przyjaciółki. Tak bardzo chciała im powiedzieć prawdę, ale na razie nie mogła. Falen zapowiedział jej, iż jeśli ktoś się dowie, sam zabije Wespazjana. Dziewczyna nie chciała ryzykować. Wiktoria była pewna, że nie blefował, gdy to mówił.
- Chcę, żebyś wiedział, że... - tu głos Wespazjana załamał się na chwilę, lecz po chwili dodał resztką sił. - Że zawsze byłem z ciebie dumny. Z ciebie i twojej siostry... Byłbyś dobrym królem. Wierzę, że uda ci się pokonać Zdrajców.
- Nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczą twe słowa - powiedział Cedric, uśmiechając się do ojca smutno.
- Nimfadoro... - Wespazjan gasł niczym wypalona gwiazda. Ostatnie słowa wypowiedział tak cicho, że były one ledwo słyszalne nawet dla czujnych elfich uszu, a co dopiero ludzkich. - Mam nadzieje, że wybaczysz mi ten ślub, ale wszystko, co zrobiłem....
- Robiłeś dla mojego dobra? - dokończyła za niego łamliwym głosem, nie wypuszczając ojca z objęć. - Tak, wiem, tato.
- To dobrze... - szepnął Wespazjan, patrząc na córkę z miłością. Chwilę później powieki króla opadły ciężko, a jego ciało, pozostające w ramionach Nimfadory, nagle stało się takie bezwładne… Eliksir zadziałał.
- Nie, nie, nie! - płakała dalej księżniczka, która nie mogła uwierzyć w to, że już nigdy nie porozmawia z ojcem, nie zobaczy jego uśmiechu....
- Spokojnie, Nim, już dobrze - wyszeptał Eryk, odrywając delikatnie dziewczynę od ojca i obejmując ją pokrzepiająco. Nimfadora nie potrafiła się uspokoić. Eryk gładził ją po włosach jak małe dziecko, powtarzając słowa otuchy, lecz ona zdawała się ich nie słyszeć. Cedric również był załamany. Starał się być silny, ale Wiktoria wiedziała, co musi czuć teraz jej ukochany. W przeciwieństwie do Eryka, nie powiedziała nic, tylko po prostu złapała go za rękę i posłała spojrzenie, zdające się mówić "damy radę". A on ją przytulił.
Meridiane Falori ^^^
_______________________________________________________________________
Co sądzicie?  Chciałam was trochę wzruszyć tym rozdziałem, sprawić, by zakręciła się wam łezka w oku, ale coś mi nie wyszło. Przepraszam. Rozdział nie był wybitny, ale mam nadzieję, że nie był też tragiczny ;)

12 komentarzy:

  1. Łezka mi się zakręciła :-(((

    OdpowiedzUsuń
  2. Poryczalam się :'( biedna Dora !!! Czkam na nn :* Furt Sword

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamnadzieje ,że wszystko pójdzie zgodnie z planem :-\

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział równie genialny, co ten poprzedni! Był taki wzruszający i trochę smutny... Chociaż jak się wie, że król przeżyje to nie jest tak źle. Ale jednak trochę chciało mi się płakać, jak go czytałam. Oby tylko ten eliksir uzdrawiający zadziałał... To czekam na następny rozdział. Mam nadzieję, że tam wspomnisz o tym co się stało z Wespazjan'em.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow. Co prawda nie zaniosłam się płaczem ;) ale zrobiło mi się wilgotno pod powieką. Smutna scena. Nawet ze świadomością, że on tak naprawdę nie umarł. Nie wyobrażam sobie co musieli czuć Cedric i Nimfadora.
    A co do poprzedniego rozdziału i Falena - faktycznie umie się chłopak ustawić. Pomyślał o wszystkim... No ale zapewne gdyby nie umiejętne negocjacje i inne cechy Falen byłby nikim, a ze Zdrajcami nikt by się nie liczył, nikt nie traktowałby ich poważnie.
    W zaistniałej sytuacji można by się pokusić o stwierdzenie, że Zdrajcy zdobyli przewagę. Czy to źle? Nie potrafię obiektywnie ocenić jako fanka Falena. Osobiście trzymam jego stronę i czekam, aż się w końcu zejdzie z Wiktorią. :)
    S.c.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku jak wzruszajaco! Ciesze sie ze dodalas :)/emma

    OdpowiedzUsuń
  7. Płacze ;( to zbyt wzrusza ... Ale i tsk rozdział wspaniały i czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  8. wzruszające :)
    mam nadzieje że wszystko pójdzie z planem i że falenowi nie odbije ku kuk :D heh

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziwne ze nie podejrzewali o nic Wiktorii. No cóż. Byli bardziej przejęci śmiercią ojca. Czekam na nexta ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratulacje! Mam zaszczyt nominować Cie do Liebster Award!
    Więcej informacji znajdziesz na http://upadla-i-lowcy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Poryczałam się jak Wespezjan unierał :'(
    Wiem, że nie umarł, ale szkoda mi Cedrica i Nimfadory :( Myślą, że ich ojciec umarł :'(
    Jestem ciekawa ich reakcji gdy dowiedzą się prawdy :/
    Pozdrawiam i czekam na NEXT!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Łezka się zakręciła :'(
    Płaczę
    Falori 4ever <3
    Emfadora 4ever <3
    Calori 4ever. <3
    Falinda 4ever <3
    Coco Evans

    OdpowiedzUsuń