środa, 19 lutego 2014

Rozdział 25



Nastał świt. Pierwsze promienie słoneczne, wpadające do sypialni Wiktorii, obudziły śpiącego na fotelu Falena, ale nie dziewczynę. Ona spała sobie dalej słodko, a książę postanowił jej nie budzić. Ostatniej nocy przeżyła prawdziwy koszmar. Póki śpi, przynajmniej nie pamięta. Falen bezszelestnie podnosząc się z miejsca, postanowił się odświeżyć. Gdy kilka minut później stał przed lustrem, poprawiając ciemnozieloną apaszkę, zawiązaną pod szyją, usłyszał ciche pukanie do drzwi.

- Otwarte! – zawołał. – Cedric?! Co ty tu robisz o takiej porze?  - spytał zdumiony, widząc, jak brat wchodzi do środka.

- To chyba ja powinienem ciebie o to zapytać – odparł cierpko, przenosząc spojrzenie swych błękitnych oczu z Falena na śpiącą Wiktorię. – Dlaczego zastaję cię w pokoju mojej dziewczyny z samego rana i to, gdy ona jeszcze śpi? – spytał podejrzliwie.

- Nie chciałem jej budzić – wzruszył obojętnie ramionami starszy z braci. – Poza tym to chyba nic dziwnego, że jestem tu rano, skoro byłem tu całą noc, czyż nie?
- Czekaj.. Co?! – syknął Cedric, patrząc na niego z niedowierzaniem i nieskrywaną wrogością.

- Oj, bądź ciszej, bo ją obudzisz. Twoja ukochana ma za sobą ciężką noc – odparł z ironicznym uśmieszkiem na ustach Falen.

- I tak musi już wstawać. Ojciec ją wzywa… Czekaj… Jaką noc?! Co chcesz przez to powiedzieć?!

 - Ja? Ależ nic – odparł Falen tonem niewiniątka. – Sugeruję tylko, że lepiej będzie, jeśli następnym razem Wiktoria nie będzie się przechadzać po pałacowych korytarzach, kiedy… no powiedzmy „zapraszam przyjaciół”. Następnym razem mogę się nie pojawić i coś naprawdę jej się stanie. Radzę ci lepiej się nią opiekować, braciszku – rzucił, mijając go w drzwiach z kpiącym wyrazem twarzy.

Cedric wywrócił oczami z poirytowaniem.

- Wiktorio, wstawaj – powiedział łagodnie, podchodząc do łóżka dziewczyny. – Tori…

- Falen? – spytała sennie, przeciągając się.

- Wiesz ty co? Teraz to powinienem się obrazić. Gorszej obelgi w życiu nie słyszałem – mrukną pod nosem z udawaną urazą.

- Ced? Co ty tu robisz tak wcześnie? – zdziwiła się.

- Przyszedłem przekazać ci, że Wespazjan wzywa cię na rozmowę. Jednak mnie bardziej ciekawi, co ty robiłaś z tym.. Czemu on nocował u ciebie? Czy wy…? No wiesz…?

- Oczywiście, że nie! – zaprzeczyła stanowczo. – Jak mogło ci to przejść przez głowę? – rzuciła oskarżycielsko, podnosząc się z łóżka. – Przecież wiesz, że dla mnie liczysz się tylko i wyłącznie ty.

- Mam nadzieję – odparł trochę ozięblej niż zazwyczaj. - Tori, co to jest? Kto ci to zrobił? – spytał, wskazując na liczne otarcia i zadrapania na jej ciele, a także na lekko spuchnięty policzek, na który upadła, gdy Flin rzucił nią o ziemię.

- Ach to… - zmieszała się. Nie chciała mówić mu o tym wszystkim. Nie chciała go martwić, ani do tego wracać. – To nic takiego.

- Ten dwulicowy mieszaniec ważył się podnieść na ciebie rękę, prawda? – oczy Cedrica błysnęły gniewnie, a twarz momentalnie stężała.

- Falen mi tego nie zrobił. On mi tylko pomógł. Gdyby się wtedy nie pojawił, skończyłoby się znacznie gorzej, aniżeli zaledwie na tych siniakach – powiedziała grobowym tonem.

- A więc kto cię uderzył? Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko.

- Wiem i może kiedyś powiem, ale jeszcze nie teraz. Zrozum, Cedricu, nie chcę przeżywać tego wszystkiego na nowo.

- Jak sobie chcesz – mruknął chłopak, który czuł, jak wzbiera w nim wściekłość na tego, kto odważył się zrobić coś takiego Wiktorii. Cedric czuł, że najchętniej urwałby tej osobie głowę. Jednocześnie książę był zły, iż dziewczyna mogła o wszystkim powiedzieć jego fałszywemu bratu, ale jemu już nie. – Widzę, że doskonale radzisz sobie beze mnie, zwłaszcza, kiedy pomaga ci Falen. Wychodzę. Wespazjan Lupus czeka na ciebie w oranżerii. Pośpiesz się, wiesz, iż król nie lubi czekać - rzucił zdawkowo, po czym wyszedł z jej sypialni. Cedric rozumiał, że powrót do tego, co się zdarzyło może być dla niej trudny, ale jako jej ukochany chyba miała prawo wiedzieć. Może mógłby pomóc? I jakim prawem Falen zostawał u niej na noc? Cedric nie dałby swojemu przyrodniemu bratu na przechowanie nawet miecza, a co dopiero Wiktorię?! Jeśli rzeczywiście jej pomógł, to sam fakt, że odprowadził ją do sypialni, był wystarczający. Czy nie mógł zostawić jej wtedy w spokoju? Jeśli dziewczyna potrzebowała czyjeś bliskości, to przecież mogła posłać po niego. Tak, Cedric był zazdrosny. Z jednej strony wiedział, iż Wiktoria nie zdradziłaby go tak po prostu, lecz niepokoiło go to, że Falen tak kręcił się przy niej. Niewątpliwie coś knuł, tylko co? Zapewne myślał, że kilkoma słodkimi słówkami, czy jednorazowym wcieleniem się w rycerza na białym koniu, ratującego damę z opresji, zdoła ją włączyć do, jak on to powiedział, „zabawy”. Jego niedoczekanie. Wiktoria nie był taka, ale mimo wszystko Cedric nie potrafił nie być zazdrosny.

Kiedy tylko książę wyszedł, dziewczyna szybko ubrała się i umyła, po czym popędziła na umówione miejsce.

***

Oranżeria była jednym z ulubionych zakątków Alamer Wespazjana. I trudno się dziwić. To było wyjątkowo piękne miejsce. Gdy tylko przekroczyło się prób szklanego budynku, do nosa napływała słodka woń różnorakich kwiatów. We wnętrzu oranżerii rosły jednak nie tylko kwiaty, lecz także drzewa o srebrnych liściach i białej korze, a także różane krzewy, wokół których latały barwne motyle. Przez przeszkolony dach wpadało tu sporo światła. Na samym końcu ciągnącej się między roślinami dróżki, stał kamienny stół z kilkoma krzesłami. Na jednym z nich zasiadał król.

- O, Wiktoria! Jesteś wreszcie. Siadaj, moja droga – powiedział jowialnie Wespazjan, wskazując jej miejsce obok siebie. Dziewczyna posłała dobremu królowi ciepły uśmiech.

- O czym, Wasza Wysokość, chciała porozmawiać? – spytała, zajmując wyznaczone krzesło.

- Otóż widzisz… Dziś rano moi ludzie znaleźli ciało hrabiego Flina. Leżał on cały we krwi w północnym skrzydle pałacu. Wiesz może coś w tej sprawie? – zaczął, ostrożnie dobierając słowa.

- Dlaczego do mnie te pytania?

- Bo widzisz… Przy nim znaleziono twoje rzeczy, jak na przykład gorset, więc pomyślałem, że musisz coś wiedzieć, skoro tam byłaś – wyjaśnił monarcha, przyglądając jej się z troską.

- Ten gorset zerwał ze mnie, kiedy… - Wiktoria wzięła głęboki oddech, aby dodać sobie otuchy. – Flin zasłużył, na to, co go spotkało. Niech król nie pyta o szczegóły.

- Och… Mam nadzieję, że ten Zdrajca nie zdążył ci nic zrobić, moje dziecko – odparł, kładąc jej pokrzepiająco rękę na ramieniu. Wiktoria posłała mu wdzięczne spojrzenie.

- Nie. Na szczęście zanim do czegokolwiek doszło, pojawił się syn Waszej Wysokości.

- Cedric?

- Ten drugi.

- Falen ci pomógł? – monarcha nie krył zdumienia, a dziewczyna pokiwała tylko w milczeniu głową. – I to on go zabił?

- Tak.

- Teraz łatwiej mi uwierzyć, że to on – skwitował król.

- Może to zabrzmi okrutnie, nie popieram zabijania ludzi, ale Flin naprawdę na to zasłużył. On by nie poprzestał na tym jednym razie niezależnie od tego, czy wziąłby sobie to, czego by chciał, czy też nie. Robiłby to dalej.

- Rozumiem. Masz całkowitą rację. Falen dobrze zrobił. Chociaż ten jeden raz… - westchnął ciężko.

- Wszystko dobrze? – zaniepokoiła się Wiktoria, gdy król złapał się za serce i jęknął cicho.

- Spokojnie, moje dziecko. To nic wielkiego – zapewnił niezbyt przekonującym głosem, krzywiąc się nieco.

- Może pójdę po medyka? Król jest bardzo blady – nie dawała za wygraną.

- Żaden lekarz mi już nie pomorze. Na starość nie ma lekarstwa – powiedział, prostując się. Ból minął. – Na każdego kiedyś nadejdzie pora i trzeba się z tym pogodzić.

- Nie rozumiem… Z tego co wiem elfy mogą żyć nawet i tysiąc lat, a Wasza Wysokość ma trochę ponad pół tysiąclecia…

- Jeśli chcesz wiedzieć, jad Vipery zrobił swoje. To on znacznie przyspieszył proces starzenia i to on podstępnie odbiera mi siły.

- Vipery? - powtórzyła pytająco nowe słowo.

 - To taka odmiana bazyliszka, tylko z tą różnicą, iż jej jad nie zbija od razu. O nie… Trucizna z kłów Vipery rozchodzi się w ciele nawet i dwieście lat, ale i tak w końcu zabierze nieszczęśnika na Tamten Świat.

- Nie ma na to jakiegoś antidotum? Czegokolwiek, co pozwoliłoby Waszej Królewskiej Mości żyć? – pytała współczująco. – Przecież po twojej śmierci, królu, cała Karanira pogrąży się w chaosie, bratobójczych walkach i wojnie.

- Wiem – odparł posępnie Wespazjan, odwracając wzrok. – Widzisz te góry i ciągnące się pod nimi pola? – spytał ni stąd ni zowąd.

- Tak…

- A widzisz ocean? – pytał dalej, wskazując na błękitne wody, doskonale widoczne ze wzgórza, na którym wzniesiono Alamer.

Dziewczyna przytaknęła.

- Wszystko to, co cię otacza, dostał kiedyś mój brat w spadku po naszym ojcu. To były straszne czasy. Sam musiałem wyrwać Karanirę ze szponów Kardena. Sam musiałem zawalczyć, by było tak, jak teraz. Niebawem Falen odziedziczy kraj po mnie i Cedric będzie musiał stoczyć podobną walkę – westchnął smutno, patrząc przez szklane ściany gdzieś ponad horyzont. – Gdyby to tylko zależało ode mnie, nie pozwoliłbym zasiąść na tronie memu najstarszemu dziecku. Niestety sprawy potoczył się tak, a nie inaczej. Najgorsze jest to, że nie mogę mu się sprzeciwić. Nie wiem, co Falen ze mną zrobił, ale nie mogę go powstrzymać. Ani jego, ani Zdrajców, którzy panoszą się po Alamer – powiedział ponuro Wespazjan, jakby robiąc samemu sobie wyrzuty. – Gdybym tylko wiedział, jaki urok na mnie rzucił… Ale niestety… Gdy próbuję wrócić pamięcią kilka dni wstecz, widzę tylko białą plamę, mam jakby lukę w pamięci…

Wiktoria nic nie odpowiedziała, no bo co miała na to odpowiedzieć? Ona sama też nie wiedziała, co ten Zdrajca zrobił królowi, więc nie miała również pojęcia, jak to odwrócić.

-Wasza Wysokość nie może samodzielnie powstrzymać Falena przed objęciem władzy, ale może poinstruować Cedrica , jak to zrobić… - powiedziała po chwili.

- Zdaje się, że nie rozumiem… - odparł monarcha, marszcząc brwi.

- Historia zatoczyła koło. Wszystko się powtarza… Już raz Zdrajca rządził Karanirą i został obalony. Królu, wystarczy, że powiesz nam, jak Przymierze zwyciężyło wtedy, to zwycięży i tym razem, a królestwo znów będzie we właściwych rękach – wyjaśniła Wiktoria, ożywiając się nagle na ten pomysł.

- Sugerujesz, żeby odtworzyć to, co niegdyś przyniosło nam triumf, a memu bratu zgubę i klęskę?

- Dokładnie.

- Mogę opowiedzieć wszystko Cedricowi, przekazać niezbędne instrukcje, póki jeszcze żyję, ale… - stary król zawahał się przez chwile. – Ekspansje Zdrajców na ziemiach mych przodków zakończyła dopiero śmierć Kardena. Może pomyślisz, że jestem głupcem, któremu starość i choroba odebrały resztki zdrowego rozsądku, ale nie chce takiego zwycięstwa. Ten mój syn marnotrawny zbłądził, popełnił wiele błędów, a nawet mnie zdradził, lecz to wciąż moje dziecko. Nie chce, by spotkał go taki koniec. Nie chce, by skończył tak, jak Karden. Nie chcę, by umarł, nawet jeśli on sam wyczekuje mojej śmierci – powiedział smutno, odwracając wzrok. Wespazjan był naprawdę dobrym władcą, naprawdę kochającym ojcem. Wiktoria widziała, że był on gotów wybaczyć Falenowi, żeby tylko zrozumiał on swoje błędy. Stary król podobnie jak Nimfadora nie tracił w niego nadziei. Podczas, gdy Cedric wiedział, że jego brata nie da się już naprostować, Wespazjan i Nimfadora nadal wierzyli, że to zło wcielone, jakim był Falen, w końcu coś zrozumie. Ale czy to było jeszcze możliwe? Najstarszy dziedzic karanirskiego tronu zaplątał się już w tym wszystkim tak bardzo, że nawet gdyby chciał odejść od Zdrajców, mogłoby się to okazać niemożliwe. A zresztą… Wiktoria szczerze wątpiła, by chciał to zrobić. Falenowi dobrze było tak, jak jest. Podobało mu się, że jest tak uwielbiany, że ma do dyspozycji tak wielką armię Unii Kardeńskiej i, że dzięki przyłączeniu do Wyklętych, nareszcie dostanie to, czego tak bardzo chciał. Tron, koronę i berło.

***

Podczas, gdy Wiktoria rozmawiała z Wespazjanem w oranżerii, Falen siedział w swoim gabinecie i odpisywał właśnie na list Seliwowi IV, ojcu Temidy, gdy dziewczyna nagle wpadła do jego komnaty zaaferowana. Księżniczka był pobladła na twarzy i wyraźnie przerażona.

- Mam nadzieję, że masz ważny powód, aby mi przeszkadzać – powiedział beznamiętnie Falen, nawet nie podnosząc na nią wzroku z nad pergaminu.

- Flin… On.. – wyjąkała roztrzęsiona Temida.

- Nie żyje – dokończył za nią chłodno Falen. - Tak, wiem o tym.

- I co? Naprawdę w ogóle się tym nie przejąłeś? – spytała z niedowierzaniem, poruszona jego chłodną obojętnością wobec śmierci jednego z jego najbardziej zaufanych ludzi.

- Gdym miał zamiar go opłakiwać, w ogóle bym go nie zabijał – odparł Falen, patrząc na nią poważnie swymi lodowato błękitnymi oczami.

- Co…? To ty go… Dlaczego?! Był twoim przyjacielem!

- Ale mnie nie posłuchał.

- Zabiłeś go tylko dlatego, że nie wypełnił twojego jednego rozkazu?!  Jak mogłeś?!

- Właściwie to zakazu – poprawił z drwiącym uśmieszkiem na ustach. – I to dość istotnego.

- Ale… Co mógł takiego zrobić, by zasłużyć na śmierć? – nie dawała za wygraną przerażona tym, co się stało.

- To były nasze prywatne porachunki i nie ma potrzeby, abyś zaprzątała sobie swą piękna główkę takimi sprawami – odparł chłodno Falen, wracając do pisania listu.

- Skoro nawet twoi przyjaciele nie są tu bezpieczni, to co ze mną? Mnie też zabijesz, jeśli stanę się problemem? – pytała rozżalona, czując, jak niedawny strach jeszcze wzrasta na sile.

- Ach, Temido – westchnął ciężko Falen, patrząc wymownie w sufit. – Póki mi się nie sprzeciwiasz, jesteś całkowicie bezpieczna. Poza tym, ja nie jestem damskim bokserem, kochana. Gdybyś wystąpiła przeciwko mnie, co się nie stanie lub podpadła w jakikolwiek inny sposób, załatwiłbym tę sprawę znacznie subtelniej – powiedział lekko.

- Miło wiedzieć, że tak mnie cenisz – prychnęła Temida, żeby ukryć to, co naprawdę czuła. Kiedy mimo wszelkich starań, do jej oczu zaczęły napływać łzy, opuściła pospiesznie komnatę, aby tylko Falen ich nie widział. Nie mógł widzieć. Księżniczka nie wiedziała, co robić. Mówi się, że nie ma sytuacji bez wyjścia, ale Temida nie potrafiła znaleźć dla siebie żadnego bezpiecznego rozwiązania. Właściwie nie tylko dla siebie… 
Meridiane Falori
___________________________
 I co sądzicie? Co myślicie o postawie Wespazjana? Osobiście uważam, że jest on klasycznym "starym, dobrym królem", tzw. "ojcem ludu". Mimo tego, jak zareagował, po tym, kiedy zobaczył prawdziwe oblicze swojego syna, jednak w głębi duszy nie przestał w niego wierzyć. Możecie mi zarzucić, że zbytnio idealizuję jego postać lub postać Nimfadory, ale chcę, żebyście wiedzieli, że to nie wynika z błędu, tylko robię to specjale :) Te dwie postacie wyraźnie mają się wyróżniać, być wzorem i pokazywać, że nie wolno nigdy tracić nadziei lub przekreślać człowieka, nawet jeśli robi źle. :)
Btw następny rozdział będzie cały poświęcony Nimfadorze i Erykowi :)
Ask 

9 komentarzy:

  1. Boski jak zwykle. przepraszam,ze krótko, ale jakoś nie wiem co napisać.
    Czekam na kolejną część, pozdrawiam: Kate ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie ^^ Kocham takiego Wespazjana. I Dorę też. Taki powinien być ojciec ;) Czekam na nn :* Furt

    OdpowiedzUsuń
  3. A już myślałam, że napiszesz co Temida ukrywa przed Falenem. A i skąd pojecie damski bokser, hmm? Ogólnie rozdział super. Czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć tu Matek # z fanpage Czas na Dowcip .
    Mi osobiście się podoba . Nie wiem jak reszcie ekipy :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Tu Elfik Book :) (to nie moje konto)
    Cedric chyba troszeczkę się obraził. No, ale jak wszedł to nie wyglądało najlepiej. Jednak na pewno zaraz się pogodzą.
    Mnie się bardzo podoba Nimfadora i Wespazjan. To jest właśnie fajny w nich, że mają nadzieję do końca, do samego końca. Dzięki takim ludziom ten kraj może przetrwać.
    Szkoda mi Temidy.Teraz jestem już pewna, że jest w ciąży. Ciekawe, co powie Falenowi.
    Pozdrawiam :)
    Elfik Book

    http://magicznaprzystanblogowelfik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny <3
    Fajne rozwinięcie akcji :P
    Temida jednak w ciąży :D
    Ogółem wspaniały jak zwykle :P
    Pozdrawiam i czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  7. super super Już nie moe się doczekac kolejnego :) i jestem ciekawa co ta Tamida ukrywa ???

    OdpowiedzUsuń
  8. B.O.S.K.I.E
    strasznie mnie twój nowy rozdział wciągnął
    No i ten gif z moim ukochanym Kaspianem ♥
    Jestem ciekawa jak dalej potoczy się akcja
    Oczywiście czekam na next
    Umieszczam link do twojego bloga w moim
    Pozdrawiam i życzę weny
    Aqua

    OdpowiedzUsuń
  9. Jupiiiiiiiiiii... Będzie o Emfadorze!
    Rozdział fajny, jestem ciekawa co z Temidą... Nachodzi mnie myśl: czy ona w ciąży jest?
    Czytam dalej
    Coco Evans

    OdpowiedzUsuń