sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 17 część 3


- Oddaj całą broń – rozkazał jeden ze Zdrajców.

- Tchórz – mruknął Cedric z myślą o Falenie, ale oddał im całą swą broń. No bo co miał zrobić? Przecież nie mógł ryzykować życiem Wiktorii. Ten podstępny mieszaniec groził jej i Cedric był pewny, że gdyby nie zrobił tego, czego Falen żądał, ten bez wahania zrobiłby użytek z noża. Zdrajcy poprowadzili go mrocznym korytarzem prosto do centralnej komnaty Twierdzy. 

- Wchodź do środka – warknął jeden, popychając go. Książę miał ochotę odpłacić mu za tą zniewagę, ale się powstrzymał. Ledwo. Przecież nie da się sprowokować komuś takiemu.

- Nie próbuj żadnych numerów, jesteśmy tuż za drzwiami – rzucił ostrzegawczo drugi.

- Bez obaw – odparował Cedric, wywracając teatralnie oczami. – Mój drogi braciszek okazał się być takim tchórzem, że kazał zabrać wam mój miecz i sztylet. Zatłukę tego gada przy innej okazji. 

 

Młodszy z braci przekroczył dumnie próg komnaty. Książę znalazł się w przestronnej, niezwykle ponurej izbie. Wszystko tu było skąpane w czerni i szmaragdzie. Wszystkie okna były zasłonięte grubymi kotarami, skutecznie odcinając dopływ światła. Po środku komnaty stał wyniosły Falen, a tuż obok niego Wiktoria. Dziewczyna była bardzo blada. Wyglądała na wystraszoną i słabą. Jeszcze nigdy nie wydała się Cedricowi tak krucha i bezbronna jak w tej chwili. Chłopak od razu zauważył jej skrępowane ręce. Młodszy książę czuł niewyobrażalną ulgę, widząc ją żywą, lecz jego serce zalewała żądza odwetu za jej krzywdy.

- Cedricu – szepnęła łamliwym głosem.

- Masz ją natychmiast rozwiązać! – rozkazał. Chłopak rzucił się ku niej, lecz gdy zakochanych dzieliły od siebie zaledwie centymetry, książę natrafił na coś w rodzaju niewidzialnej ściany. Cedric posłał zanoszącemu się śmiechem Falenowi mordercze spojrzenie.

- Twoja mina, bracie, jest bezcenna – powiedział starszy książę, próbując doprowadzić się do porządku.

- Masz ją uwolnić – wycedził Cedric, puszczając tą uwagę mimo uszu. – Teraz.

- Spokojnie, dostaniesz ją w swoim czasie, ale najpierw załatwmy formalności – odparł chłodno Zdrajca, a na jego twarzy nie zostało nic z chwilowego rozbawienia.

 - Ojciec dowie  się o wszystkim – zagroził Cedric. – Zdechniesz w lochu. Już ja tego dopilnuję.

- Och, nie unoś się tak! Nasz drogi ojczulek już o wszystkim wie – poinformował go, a w jego lodowato błękitnych oczach malowało się coś w rodzaju mściwej satysfakcji. – Gdy odjechaliście, złożyłem mu wizytę i… No można powiedzieć, że przemówiłem do rozsądku.

- Jeśli spadł mu chociaż włos z głowy…

- Nic mu nie zrobiłem, o co ty mnie w ogóle posądzasz? – spytał tonem niewiniątka. – Ojcu nic się nie stanie, dopóki będzie grzecznie wykonywał rozkazy… Chociaż czekaj! Zapomniałbym, Wespazjan wykona każdy mój rozkaz. Jest zniewolony – Falen wzruszył ramionami.

- Dlaczego?

- Co dlaczego? – zdziwił się starszy brat.

- Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego zdradziłeś? Miałeś wszystko. Czego ci brakowało? – pytał z wyrzutem Cedric, czując, że wraz z pokonaniem króla, obalono ostatni bastion na drodze Falena do całkowitego upadku.

- Chcesz wiedzieć, co mnie do tego pchnęło? Chcesz wiedzieć?! Dobrze, więc ci powiem – zaczął nienawistnie Falen. – Całe życie ty i Nimfadora byliście pupilkami całego dworu, całej Karaniry. Wszyscy cię kochają i chełpią. Całe Alamer. Całe królestwo. Tak samo jak Nimfadorę. Ulubieńcy poddanych. A ja? Zawsze byłem tym gorszym. Przez to, że nie jestem wiecznie tak obrzydliwie pozytywny i że nie szczerzyłem się do wszystkich, tylko mówiłem jasno, co myślę (a to, iż myślałem o nich wszystkich źle, to inna sprawa), zyskałem status „tego złego”. W porównaniu z tobą zawsze byłem tym „złym”. Chcieli złego księcia, złego brata? Więc mają. Dałem im tylko to, czego chcieli, więc niech nie próbują narzekać.

- Dobrze wiesz, że nigdy tak nie było – sprostował lodowato Cedric.

- Doprawdy? – Falen udał zdziwienie. – Ja jakoś pamiętam to właśnie w ten sposób. Zawsze byłem inny, nigdy nie pasowałem do tej szczęśliwej rodzinki. Aż w końcu dowiedziałem się prawdy. Przez cały ten czas ojciec traktował mnie inaczej. Czasami miałem wrażenie, że patrzenie na mnie sprawia mu ból… Później dowiedziałem się dlaczego. Czyżbym aż tak przypominał mu o Persenope? Być może – wzruszył na pozór obojętnie ramionami. – Ale to już nie ma znaczenia. Liczy się tu i teraz.

- Jestem tylko ciekawy, jak spojrzysz w oczy Nimfadorze. Nie robisz nic innego, jak tylko niszczysz jej życie. Nasza siostra wierzyła w ciebie do samego końca. Zawsze cię broniła, a co dostała w zamian? Brata – Zdrajcę, przez którego ojciec chciał zaaranżować jej małżeństwo z elfem, którego nie kochała! Jesteś z siebie dumny?!

- Wcale tego nie chciałem! – zagrzmiał starszy książę. – Kolejny dowód, że ojciec traktował mnie jak zagrożenie. Wyobraź sobie, że role się odwracają – nakazał, na krótką chwilę odzyskując panowanie nad głosem. – Na chwilę ja jestem „tym dobrym”. Ja zajmuję się Nimfadorą i to z tobą oboje mamy na pieńku. Myślisz, że w takiej sytuacji Wespazjan również posunąłby się do czegoś takiego? Do zaaranżowania jej ślubu z obawy, iż zostanie pozbawiona pozycji i zesłana? Odpowiedź brzmi nie! Bo przecież pan zawsze idealny nie skrzywdziłby nawet muchy, w przeciwieństwie do mnie, po którym wszyscy od razu spodziewają się w najlepszym wypadku wymordowania całej wioski, bo czemu by nie! – kamienna maska obojętności rozpadła się na małe kawałeczki, ukazując prawdziwe emocje. Po jego słowach zapadła chwila ciszy, którą zaraz przerwał on sam, kontynuując już raczej szeptem niż krzykiem – Nimfadora jest najnormalniejsza z tej całej rodziny. Jako jedyna niczym nie zawiniła. Nigdy bym jej nie skrzywdził. Przynajmniej nie w taki sposób. Nie celowo.

- Król zawsze pokładał w tobie duże nadzieje, ale nie zmienia to faktu, że zmusiłeś go do zeswatania Nimfadory z Rebio.

- Pokładał we mnie nadzieje – prychnął jadowicie Falen. – Jasne, najbardziej wtedy, gdy zataił przed wszystkimi moje pochodzenie. Traktował mnie jak odmieńca, którym zresztą jestem. 

- Chciał cię chronić! Chciał cię chronić przed przeszłością! I przed samym sobą. Nie chciał by traktowano cię inaczej niż nas. Pięknie mu się za to odpłacasz – wycedził Cedric.

- Już dawno powinienem go zniewolić! Powinienem był zniewolić was wszystkich! – zagrzmiał rozwścieczony.

- Więc na co czekasz! – zawołał wyzywająco młodszy.

- Cedricu, proszę… - Wiktoria bała się, że chłopak niepotrzebnie sprowokuje do czegoś Falena. Dziewczyna wiedziała, że starszy książę jest w tym momencie tak zaślepiony nienawiścią i poczuciem krzywdy, że już nie cofnie się przed niczym, byleby dopełnić zemsty.

- Złotko, nie mieszaj się – rzucił poirytowany Zdrajca. – Jest pełnia i nie ręczę za siebie. Jeszcze zrobiłbym ci krzywdę, a tego przecież byśmy nie chcieli… Chyba.

- Widzisz?! To nie tak, że inni mają cię za potwora, sam się tak zachowujesz i dążysz do tego, by w ten sposób cię postrzegano – odparł Cedric.

- Dobrze więc – Falen zwrócił się do dziewczyny. – Wiktorio, kochanie, przepraszam, jeśli byłem dla ciebie ciut niemiły i nie przyjemny, w najgorszym przypadku niedelikatny, ale wiń księżyc, nie mnie. Uprzejmie prosiłbym też, abyś się, słoneczko, nie mieszała, bo jestem trochę drażliwy przez pełnię  – powiedział słodko, posyłając jej ciepły, wręcz przejaskrawiony uśmiech. – Teraz lepiej, Cedriczku? – spytał wrogo.

- Jesteś beznadziejny.

- Nie tobie mnie oceniać – syknął chłodno starszy z nich. – Nie mam zamiaru tracić na ciebie więcej czasu. Gra toczy się na moich zasadach. Ja wyznaczam ruch. Pozwól, że ci przypomnę. Podpisujesz i Wiktoria jest bezpieczna, nie podpisujesz i ta słaba, ludzka dziewczyna zostaje ze mną. Wybieraj – Falen podszedł do owalnego, kamiennego stołu, na którym leżał zwój pergaminu. Na dokumencie napisana była formuła zrzeczenia się wszelakich praw do tronu Karaniry, a pod spodem znajdowały się już wszystkie pieczęcie, potrzebne do tego, by ów akt był ważny. Brakowało tylko jednego podpisu. Podpisu Cedrica. Obok znajdowały się pióro i kałamarz.

- Choć raz w życiu nie mógłbyś grać uczciwie, nie? – spytał, kręcąc głową Cedric. Oboje wraz z bratem podeszli do kamiennego stołu.

- Naprawdę myślisz, że nasz kochany ojczulek przekazałby starożytne elfickie królestwo, dziedzictwo przesławnego rodu Imeny we władanie Dimidiamowi? Komuś, kto jest elfem zaledwie w połowie? Komuś takiemu jak ja? Jeśli tak, to wychodzi na to, że nie słuchałeś profesora, który nie świadomy mego pochodzenia uczył nas o Prawie Czystej Linii Krwi. Nie ładnie, Cedricu, nie ładnie – odrzekł chłodno. Podczas ich kłótni Wiktoria dostrzegła w jego postawie coś, co Falen tak starannie chciał ukryć przed całym światem. Swój ból i rozżalenie. Jasne, że nic nie mogło usprawiedliwić tego, czego się dopuścił, lecz dziewczyna, mimo całej nienawiści i niechęci do niego, poczuła nagle coś jeszcze. Litość i współczucie. Wiktorii udało się dostrzec coś, czego Cedric nie mógł zobaczyć, bo nie rozumiał, jak to jest być odtrąconym przez resztę. Nie wiedział, jak to jest czuć się gorszym. Teraz już rozumiała, że w tym wszystkim chodzi o coś więcej niż władza. Albowiem korona była mu tylko pretekstem. Owszem, Falen pragnął władzy bardzo mocno, lecz jeszcze bardziej chciał pokazać, że jest lepszy od reszty rodzeństwa, albo chociaż równy. Niestety wybrał ku temu najgorszy z możliwych sposobów. Obrał sobie najgorszą drogę i Wiktoria szczerze wątpiła, by cokolwiek zdołało go teraz zawrócić.

- Jaką mam pewność, że jeżeli podpiszę ten świstek, nie skrzywdzisz Wiktorii? Skąd mogę wiedzieć, że mnie nie wystawisz? – Cedric nachylił się nad pergaminem i zanurzył końcówkę pióra w atramencie.

- Może i jestem Zdrajcą, ale nigdy nie łamię danego słowa – odparł cierpko Falen, obserwując z narastającą ekscytacją, jak wypełnia się pierwszy warunek spełnienia jego snu o potędze. Cedric bez słowa nakreślił na dokumencie „Cedric IV Wisear” i oddał go bratu.

- Szczęśliwy?

- Jak nigdy w życiu – odparował Falen z kpiącym uśmieszkiem na ustach. – Zabieraj stąd swoją dziewczynę, bo Temida zaczyna się już irytować tym, że tak długo tu jest. Chyba niespecjalnie się polubiły. Co za szkoda… – Falen wykonał w powietrzu jakiś trudny do powtórzenia ruch i niewidzialna ściana między nimi a Wiktorią w jednej chwili zniknęła jak gdyby nigdy nic. Dziewczyna chciała rzucić się Cedricowi na szyję równie mocno, jak młodszy książę chciał wziąć ją w objęcia. Jednak zanim zdążyła poruszyć się choćby o krok, Falen błyskawicznie znalazł się tuż przy niej, zagradzając Wiktorii drogę.

- Nie ruszaj się przez chwilę – polecił chłodno wyciągając swój srebrny sztylet. 

- Co ty…? – zaczęła, odruchowo cofając się o krok. Falen uśmiechnął się ironicznie.

- Nie ruszaj się, bo cię zatnę – mruknął z irytacją, niedelikatnie łapiąc ją za nadgarstki. Jednym sprawnym ruchem przeciął srebrny łańcuszek. Wiktoria rozmasowała poocierane nagarski, posyłając mu oskarżycielskie spojrzenie. Następnie dziewczyna podbiegła do Cedrica, znajdując ukojenie w jego ramionach. Młodszy książę uścisnął ją mocno, zanurzając dłoń w kasztanowych włosach dziewczyny.

- Wiktorio – szepnął, nie posiadając się z radości na myśl, że w końcu jest z nią, że nareszcie ją stąd zabierze.

- Nie musiałeś tego robić - powiedziała cicho z wdzięcznością. Chłopak nic nie powiedział. Uśmiechnął się tylko do niej i spojrzał dziewczynie głęboko w oczy, przekazując tym spojrzeniem całą swoją miłość do niej. W zielonych oczach Wiktorii zaszkliły się łzy.

- Nie płacz – szepnął. – Już dobrze – Cedric na powrót przysunął ją do siebie.

- O, proszę was – mruknął Falen, wywracając teatralnie oczami. – Skończyliście już?

Wiktoria zgromiła go wzrokiem, ale oderwała się od chłopaka. Falen zignorował jej spojrzenie i zwrócił się do brata.

- Nie sądzisz, że powinniśmy oznajmić tą radosną nowinę naszym ludziom? Myślę, że powinni wiedzieć, który z braci dziś triumfuje, a który poniósł klęskę – powiedział z szatańskim błyskiem w oku.

- Nie przeciągaj struny – rzuciła ostrzegawczo Wiktoria. Ku jej zdziwieniu Cedric uciszył ją gestem dłoni, po czym ruszył dumnym krokiem ku Falenowi.

- Jeśli próbujesz mnie tym upokorzyć, to ci się nie uda. Nie dam ci tej satysfakcji. Dla mnie największym zwycięstwem dzisiaj jest to, że odzyskałem Wiktorię całą i zdrową – odparł podniośle, posyłając bratu śmiałe spojrzenie.

- Chcesz mi powiedzieć, że nie kusi cię absolutna władza w całym królestwie, a wkrótce i poza jego granicami? Siła i potęga? Próbujesz mi wmówić, iż wcale nie zależy ci na koronie Karaniry? – spytał z niedowierzaniem Falen, patrząc na niego spod uniesionej brwi.

- Nie, Falenie. Ty potrzebujesz tronu, by się dowartościować i spełnić swe chore ambicje. Mi bycie królem nie jest potrzebne do szczęścia bowiem żaden tytuł nie stanowi wyznacznika owego szczęścia. Ja potrzebuję tylko Wiktorii – tu spojrzał ciepło na dziewczynę, która nie wierzyła w to, co słyszy. Nie wiedziała, że aż tyle dla niego znaczy. – A ty właśnie mi ją oddałeś.

- Doprawdy zadziwiasz mnie coraz bardziej, Cedricu – odrzekł  głosem wyprutym z emocji Zdrajca. – Wiedziałem, że jesteś sentymentalnym głupcem, ale nie sądziłem, że do tego stopnia. Do ostatka łudziłem się, iż okażesz choć trochę charakteru i że pokonanie ciebie będzie większym wyzwaniem.

- Możesz nazywać mnie, jak chcesz. Lepiej być głupcem niż bezdusznym łotrem, którego serce już dawno skuły lód i nienawiść do całego świata. Otaczasz się ludźmi tak samo fałszywymi jak ty. Chcę tylko, abyś miał świadomość, iż prędzej czy później twoi Zdrajcy dowiedzą się prawdy o tobie, a wtedy z całą pewnością wymówią ci posłuszeństwo. Zostaniesz sam. Może wtedy coś do ciebie dotrze.

- Nie wiem o czym ty mówisz.

- Tak? Myślisz, że Zdrajcy będą chcieli mieć za pana mieszańca? Czy mi się wydaje, czy twój ukochany wujaszek nie głosił aby tezy, że to elfy powinny władać światem, a nie inne rasy, znacznie słabsze i głupsze od nas w jego założeniu? Z tego co wiem, nie jesteś w pełni elfem. W połowie również należysz do rasy, którą Karden tak wzgardzał.

Twarz Falena nagle stężała, a jego usta zacisnęły się w wąską linię.

- I co zamierzasz teraz zrobić? Polecisz do nich i mnie wydarz? Taki zaplanowałeś sobie odwet?

- Nie, Falenie – odparł spokojnie. – Nie zniżę się do twojego poziomu. Wręcz przeciwnie. Będę obserwował twój upadek z daleka. Niech sami się dowiedzą i obalą cię. Będę patrzeć, jak twoje wszystkie plany sypią się samoistnie. Nie muszę przykładać ręki do twej klęski.

- Dobrze więc – powiedział cierpko Falen. – Idziemy na wieżę. Niech lud zobaczy swojego przyszłego pana i władcę.

Cała trójka w towarzystwie dwóch strażników, czekających przez cały ten czas pod drzwiami udała się na najwyższą, centralną wieżę, aby Falen III Selear mógł jeszcze bardziej zademonstrować swoją wyższość nad pokonanym, w jego mniemaniu, bratem.

Miranda^^^

__________________________________________

I jak wam się podoba? Ja osobiście jestem zadowolona z tego rozdziału, ale ocenę pozostawiam wam ;) Co teraz myślicie o Falenie? Czy wasze zdanie o nim uległo zmianie po przeczytaniu tego rozdziału? Rozumiecie choć trochę jego postępowanie? A może podobnie jak Wiktoria uważacie, że nawet to go nie uniewinnia, chociaż przecież dziewczyna mu współczuje?

11 komentarzy:

  1. Rozdział genialny.Jak każdy inny, oczywiście. Kiedy dodasz następny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba też z a jakieś 5 dni ;) cieszę się, że ci się podoba :)

      Usuń
  2. Dziękuję! Przeczytanie tego rozdziału to świetny początek dnia. Współczuję Falenowi, ale wolałabym aby i tym nie wiedział. Rozdział świetny. Nie wylapalam żadnych błędów. Kiedy następny rozdział? Kasia :******

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem co napisać...
    Ja go rozumiem, zawsze go rozumiem, ale w tej chwili wygląda dla mnie na szaleńca, który nie potrzebuje władzy, armii, pieniędzy, czy czego tam można jeszcze chcieć. On potrzebuje pomocy, a najlepiej miłości, ale takiej całkowicie bezwarunkowej. Co prawda Nimfadora i Wespazjan go kochają, ale on tego nie przyjmuje.
    Chciałabym, żeby zrozumieli o, zaakceptowali takim jakim jest. Wtedy może by było inaczej
    Świetny rozdział :)
    Pozdrawiam ♥

    http://magicznaprzystanblogowelfik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział... Hmm.... No genialny!! Nie ma co więcej wymyślać po prostu extra :*. Rozumiem trochę Falen. Ale też jest tak że sam na siebie to sprowadził. Lecz wyjaśnić go można tym, że po tym jak dowiedział się o swojej inności trochę zmienił swoje patrzenie na świat.. Więc czekam na to co będzie dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, nie mam pojęcia jak to się stało, że dopiero dzisiaj trafiłam na tego Twojego bloga. Przeczytałam dzisiaj cały i chcę więcej :) Od samego początku wiedziałam, że Falen jest cudowny, wspaniały, wybitny, sprytny, podstępny, fałszywy, okrutny, dwulicowy, zdradziecki i po prostu zuy jednocześnie. Krótko mówiąc od razu go pokochałam. Tak już mam, lubię "czarne" charaktery :) Rozumiem go powiedzmy w 99,9%, chociaż mógł zdobyć tę koronę w elegantszy sposób, powiedzmy sobie szczerze. A jeśli chodzi o Cedrica... cóż, dla mnie to od zawsze i na zawsze Legolas <3 Lubię go, choć jak dla mnie jest za dobry, tak idealny, że aż nierzeczywisty. Nimfadora jest cudna, że tak wierzy w Falena, z resztą tak samo jak ja :) Wiktoria... ups, nie wiem jak nazwać moje uczucia do niej... Lubię ją, ale jakoś tak... Nie wiem, wolę Falena :) Ale ona też jest super. Eryk... Jest odważny, opiekuńczy... Po prostu brat idealny :) Też chciałabym takiego mieć! A więc, podsumowując. Podoba mi się. Elfy, Legolas, a do tego jeszcze Kaspian z Narnii, czegóż więcej mogłabym żądać? :) Hm, pomyślmy... Nwm, nic mi do głowy nie przychodzi. A więc, dodaję się do obserwujących i czekam na dalszą część. Weny :) Horace Love <3
    P.S. Coś mówiłaś, że lubisz długie komentarze, no to proszę bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, dziękuję bardzo. Przepraszam, że teraz odpowiadam, ale miałam małe problemy z hasłem.
    O co chodzi?

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się to, jak piszesz o emocjach Falena, o emocjach, które ukrywał całe życie. Myślałam, że jemu faktycznie zależy tylko na władzy, ale widać on naprawdę cierpiał przez te wszystkie lata.
    Rozdział genialny, zresztą jak wszystkie. Kocham / Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  8. Biedny Falen... Nie znalazł zrozumienia w społeczeństwie. Nie wiem czy tego chciałaś, ale Twoje opowiadanie jest bardzo metaforyczne: jeśli kogoś się nie rozumie można go pochopnie osądzić i przez to Falen oszalał.
    Czytam dalej :-)
    Coco Evans

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwiałam pokazać, że nikt nie rodzi się zły. Że nikt zły się nie staje bez powodu ;) Zawsze musi być jakieś podłoże tego wszystkiego...

      Usuń