sobota, 24 maja 2014

Rozdział 56

Po kilku godzinach jazdy Falen z Lunaris przesiedli się na statek, a potem kilka kolejnych godzin jechali lądem, aż w końcu dotarli do Alamer. Na dziedzińcu przed pałacem czekała na niego Temida. Wyglądała na zdenerwowaną.
- Mogę cię na chwilę przeprosić, Lunaris? - spytała, siląc się na uprzejmy ton. Niewolnica spojrzała ukradkowo na swojego pana i posłusznie oddaliła się kilka krajów.
- Czy ty wstydu nie masz?! - syknęła Temida, posyłając mu mordercze spojrzenie. Falen zmarszczył brwi.
- Nie wiem, o co ci chodzi - odparł zdawkowo książę. Seliwiańska księżniczka prychnęła wściekle i wymierzyła mu policzek. - A to za co?! - warknął Falen, łapiąc ją mocno za rękę, którą zamachnęła się już drugi raz. - Nie pozwalaj sobie - syknął jadowicie. Jego lodowato błękitne oczy błysnęły gniewnie.
- Mówiłam ci, jaką gehennę zgotował jej Reevian. Wiesz, ile wycierpiała, ale nic sobie z tego nie robisz! Myślisz, że nie wiem, dlaczego chciałeś osobny powoź dla siebie i Lunaris? Sądziłeś, że nie domyślę się, jak sobie czas umilałeś? Tylko spójrz na siebie! Twoje włosy są w nieładzie, koszula wymięta, wygładzasz, jakbyś urządził tam sobie ostrą...
- Zamilcz. Głowa mnie boli - mruknął z pewnego rodzaju znużeniem.
- Zamilknę, kiedy mi to wszystko wyjaśnisz! - rzuciła rozdrażniona. Falen pomyślał, że co z tego, że wywiną się od ślubu, skoro i tak czuje się jak w małżeństwie. Temida zachowywała się jak zazdrosna żona albo gorzej.


- Zasnąłem w powozie i się trochę potargałem, szczęśliwa?
- No oczywiście. Spałeś. Aha. Tylko że z Lunaris - powiedziała jadowicie. - Jak ci nie wstyd?! Tyle przeszła... Ale ciebie to nie obchodzi! Zrobiłeś jej to. Zrobiłeś, prawda?!
- Nie, nie zrobiłem! - warknął. - Lunaris nie jest dla mojej rozrywki, tak? A zresztą nawet gdyby tak było, nic ci do tego - Falen wycedził przez zaciśnięte zęby. Książę był wściekły. Temidy nie powinno interesować to, co robił.
- Więc wziąłeś ją z litości? - spytała wyraźnie zbita z tropu księżniczka. Falen na jej słowa roześmiał się tubalnie.
- Ja i litość? - rzucił z drwiącym uśmieszkiem na twarzy. - Litość to ja mógłbym okazać tylko skracając jej nędzne życie, kładąc tym samym kres jej marnej egzystencji. Doprawdy myślisz, że obchodzi mnie los tej dziewczyny i jej bachora? To zaledwie niewolnica. Jest nic nie warta - powiedział lodowatym głosem. Temida była poruszona jego niewrażliwością. Prawda, ona sama również nie świeciła przykładem, ale ... Temida mimo wszystko miała chociaż śladowe ilości ludzkich uczuć. Naprawdę współczuła Lunaris. To co Reevian jej robił przez te wszystkie lata było po prostu potworne. Ona jako kobieta doskonale rozumiała jej tragedię, podczas gdy Falen nawet nie próbował zrozumieć.
- A więc po co ci ona? - spytała odległym głosem Temida, spoglądając na niego jak na obcą osobę. Falen kilka dni, odkąd urodzili się Meridiane i Navi, aż do wieści o zaręczynach Wiktorii, był spokojny, a nawet opiekuńczy... A teraz? Dawno już nie widziała go w takim stanie. Po raz pierwszy od dawna znów zaczęła się go bać. Znów wrócił stary Falen, który ma tylko jeden cel - zatriumfować. Niezależnie od ceny ...
- Wyszkolę ją na zabójcę, a potem podeślę mojemu przybranemu bratu. Cedricowi zmięknie serce, gdy zobaczy ciężarną sierotę, która nie ma się gdzie podziać... - wyjaśniał, a jego wargi wygięły się w szatańskim uśmieszku.
- Co jeśli Cedric nie da się nabrać? Wyczuje, że coś jest nie tak?
- Wystarczy, że Lunaris powie, iż ja jej to wszystko zrobiłem. W to na pewno Cedric uwierzy, bo czemu by nie? 
- Nie boisz się, że jeśli wyjdzie na jaw, iż to ty zleciłeś morderstwo syna Wespazjana, zarzucone będzie ci tchórzostwo? - spytała po krótkiej chwili ciszy Temida.
- Nie obchodzi mnie opinia pospólstwa - odparł chłodno.
- A opinia Wiktorii? Ona chyba cię interesuje... Albo Nimfadory? Po śmierci ojca tylko Cedric jej pozostał...
- Wiktoria może sobie myśleć o mnie, co tylko chce. I tak będzie moja. Co się tyczy Nimfadory... Zawsze ma jeszcze mnie. Wystarczy, że do mnie przyjdzie. Ją jako jedyną toleruje z tej rodzinki - powiedział lekko. Temidę przeszedł dreszcz pod jego chłodnym spojrzeniem.
- Uważaj, bo zechce przyjść do takiego mordercy - wycedziła przez zaciśnięte zęby Temida, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła ku pałacowi. Jednak po chwili zatrzymała się i rzuciła mu przez ramię :
- Nie licz, że pozwolę ci wychować nasze dzieci na takie same potwory, jakim jesteś ty. Urodziłam się Zdrajczynią, ale mam sumienie. Nie to co ty. Nie pozwolę, by przez ciebie Meridiane i Navi też upadli.
- Jeszcze zobaczymy - mruknął pod nosem Falen, mrużąc jak kot swoje blade oczy. Następnie zwrócił się do Lunaris - Chodź, pokażę ci twoją komnatę.
- Dobrze, panie - wyszeptała, spuszczając głowę i posłusznie poszła za nim.
Lunaris dostała od Falena sypialnię w tym skrzydle Alamer, w którym zakwaterowanie miała służba. Jej pokoik nie był duży, ale za to miły i przytulny jak każda komnata w pałacu. Miała z niego widok na rozległe pola i łąki, ciągnące się w okolicy. W centralnej części pokoju stało pojedyncze łóżko, okryte blado różową kapą. Obok miejsce miał mały stoliczek nocny, wykonany z białego drewna. Na przeciwko natomiast znajdywało się biurko i duża, dwudrzwiowa szafa, na której były namalowane kwieciste wzory. Ściany w komnacie wyłożone zostały kremowym atłasem z wytłaczanymi wzorkami, a drewnianą podłogę zdobił dywan w tym samym kolorze. Pomiędzy wysoką lampą a ową szafą znajdywały się drzwi do łazienki.W całej komnacie było znacznie ładniej, a przede wszystkim czyściej aniżeli w jej izdebce w pałacu Laxoris.
- W komodzie i kufrze pod łóżkiem powinnaś znaleźć jakieś ubrania i tego typu rzeczy. Jakbyś czegoś potrzebowała, mów śmiało - rzucił zdawkowo Falen, opierając się o futrynę drzwi.
- Dziękuję, książę - wyszeptała, posyłając mu blady uśmiech. Szczerze mówiąc spodziewała się jakiejś zatęchłej piwnicy tak jak w Trójkrólestwie, a tu prawdziwa komnata. Ładna i czysta. A do tego dochodziło  poczucie bezpieczeństwa, bo przecież Falen obiecał, iż nic jej nie zrobi. Karanirski książę nie cieszył się dobrą sławą, ale jedno trzeba było mu przyznać. Zawsze dotrzymywał obietnic. Niestety gróźb także, bo to w jego mniemaniu także rodzaj obietnicy...
- Możesz się rozgościć, przebrać, iść do wanny, nie wiem. Odpocznij po podróży. O piętnastej przyjdę po ciebie i zejdziemy na ucztę. Po obiedzie, pójdziesz ze mną w jedno miejsca i wtedy powiem ci co i jak. Dowiesz się, po co tu jesteś - kontynuował Falen, lustrując ją spojrzeniem.  Nie uszło uwadze Zdrajcy, iż Lunaris była zmieszana. Zarumieniła się nieco i wbiła wzrok w podłogę, byleby nie patrzeć na Falena.
- Ale przecież nie godzi się, by służba jadała z panami... - powiedziała cichutko dziewczyna. Przez te wszystkie lata Reevian nauczył jej tak posłuszeństwa, że stała się ona jeszcze bardziej nieśmiała i wstydliwa, niż jak się urodziła.Była przyzwyczajona, że w Laxoris za najmniejszą śmiałość mogła zostać ukarana.
- Nie jesteś służącą, tylko moją, no powiedzmy "protegowaną". Poza tym to ja teraz rozdaję w Alamer  karty, więc niech ktoś tylko powie, że to, co sobie postanowiłem, nie wypada, sam zacznie wypadać. Ale oknem. Z najwyższej wieży. Sama więc rozumiesz, że nikt się nie odważy się uczepić - odparł, uśmiechając się ironicznie. 

.***

Nastał w końcu dzień, w którym Nimfadora miała złożyć Rebio wizytę. Eryk i Cedric wyjechali wczoraj do Heinfell, stolicy Verinbergii, by wraz z Evanem i Herinem uczestniczyć w kongresie, na którym miała zapaść decyzja odnośnie tego, czy Verinbergia poprze Przymierze, czy też nie, więc nie mogli tego dnia towarzyszyć księżniczce. Wiktoria w takim razie próbowała namówić przyjaciółkę, by zabrała ze sobą Priwettusa czy kogokolwiek innego, ale Nimfadora pozostała nieugięta. Księżniczka była zdania, że muszą sobie wszystko z Rebio wyjaśnić sami, a obecność osób trzecich mogłaby go tylko bardziej rozjuszyć. Sama bowiem miała zamiar załatwić to szybko i bez zbędnych kłótni. Tak więc nie zważając na prośby Wiktorii, córka Wespazjana pojechała sama. Nimfadora zarzuciła na siebie gruby, bladoróżowy płaszcz i wysokie kozaczki. Księżniczka wsiadła do pierwszego lepszego powozu i kazała woźnicy ruszać. Była podekscytowana. I chociaż trochę się lękała jego gniewu, była myśli, że drugi raz na pewno jej nie skrzywdzi. Nimfadora wierzyła, że zrozumiał i, że żałuje. Dziewczyna nie wiedziała, jak bardzo się myli. Ale właśnie z tej nieświadomości wynikało szczęście. Nimfadora bardziej niż strach przed nim, czuła radość i ulgę. Jej wszystkie zobowiązania wobec Rebio miały zostać niebawem zerwane, a ona będzie mogła w końcu być z Erykiem, swoim Imevit. Księżniczka dobrze pamiętała dzień, w którym po raz pierwszy go spotkała. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Albowiem przeważnie tak działało Imevit. Wystarczyło spojrzeć, by pokochać. Tak samo było z Falenem. Zakochał się od razu. Tylko Wiktoria pozostawała wciąż skrajnym przypadkiem, który w dalszym ciągu próbował zwalczyć tę mistyczną więź, zamiast się jej poddać.
- To tutaj? - spytał młody stangret, prowadzący karetę Nimadory, gdy zatrzymali się pod rodzinną posiadłością lorda Rebio I i jego syna, Rebio II.
- Tak. Dziękuję, Ferisie - odpowiedziała młodzieńcowi księżniczka, uśmiechajac się do niego promiennie. - Poczekaj tutaj na mnie. Postaram się szybko to załatwić.
- Nie ma potrzeby się śpieszyć. Na panienkę mógłbym czekać choćby i całą wieczność - odparł woźnica, odwzajemniając uśmiech. Tak to już było, że Nimfadorę służący wprost kochali, podobnie jak poddani. Lepszej księżniczki nie mogli sobie wymarzyć bowiem córka Wespazjana zamiast całą uwagę poświęcać swojemu wyglądowi, wolała pomagać elfom z Sylur i z innych okolicznych wiosek, a zamiast całą swą młodość spędzać na balach, chętnie w wolnym czasie spotykała się z poddanymi.
- Nie będzie takiej potrzeby, Ferisie, ale dziękuję - zaśmiała się dźwięcznie i wysiadła. Nimfadora zapukała śmiało w wielkie, drewniane drzwi. Po kilku sekundach otworzyła jej jedna ze służących.
- Dzień dobry, ja przyszłam do... - zaczęła, ale służka jej przerwała.
- Wiem do kogo. Mój pan już panienki oczekuje - powiedziała, skłoniwszy się przed Nimfadorą.
-  Zatem poprowadź mnie do niego - poprosiła.
- Naturalnie. Proszę za mną.
Służąca zaprowadziła Nimfadorę długim korytarzem do małego saloniku, należącego do jej narzeczonego. Nie było to spore pomieszczenie, ale gustownie urządzone. Ściany zostały tu wyłożone aksamitną tapetą w błękitno - białe pasy. Podłogę pokrywały duże, wypolerowane na błysk kafle koloru kredy. Było tu bardzo jasno bowiem przez trzy sięgające od podłogi aż po sklepienie okna wpadało dużo światła. Owe okna zdobiły granatowe zasłony, przewiązane złotym sznurkiem. Na ścianach wisiało wiele obrazów; przeważała martwa natura i krajobrazy. Pod jedną ze ścian stał kamienny kominek, w którym trzaskał wesoło ogień. Na przeciwko niego znajdowała się biała kanapa. Po prawej i lewej stronie od wejścia znajdowały się wysokie regały z książkami. Rebio właśnie wyglądał przez okno, gdy do saloniku wkroczyła Nimfadora.
- Miło cię widzieć. Czemuż to zawdzięczam twą wizytę? Co było aż tak pilnego, że nalegałaś na niezwłoczne spotkanie? - spytał, odwracając się do niej na pięcie. Rebio miał na sobie wspaniałą złotą szatę i czarny płaszcz. Jego blond włosy zostały gładko zaczesane do tyłu. Młody lord przyjrzał się bacznie Nimfadorze swymi jasnymi oczami.
- Chciałam z tobą o czymś porozmawiać... Chodzi o ślub - zaczęła bez zbędnych wstępów księżniczka, siadając na kanapie i ściągnęła płaszcz.
- Ach tak... Jakieś konkrety może? Nie mów mi tylko, że te trzy miesiące to nie dość czasu na zorganizowanie sobie odpowiedniej sukni - zadrwił Rebio.
- Nie w tym rzecz. Przyszłam, by ci powiedzieć, że żadnego ślubu nie będzie. Cedric znalazł sposób, aby uwolnić mnie od wszelakich zobowiązań wobec twojej osoby. Równo za dwa tygodnie przybędzie tu Wyrocznia i rozwiąże naszą małą umowę - powiedziała księżniczka, mierząc go bacznym spojrzeniem. Na twarzy Rebio malował się wyraz niedowierzania, lecz po chwili owe niedowierzanie zastąpił gniew. Oczy Rebio błysnęły złowrogo. Rozeźlony lord ruszył ku zachowującej stoicki spokój dziewczynie.
- Co takiego?! - warknął. - Śmiesz ustalać takie rzeczy za moimi plecami?
- Przepraszałabym cię, że tak wyszło, gdyby nie to, iż mam świadomość, że małżeństwa ze mną chcesz tylko po to, by ubiegać się o tron - odrzekła nieco chłodno dziewczyna. Rebio poczerwieniał na twarzy.
- Jestem twoim narzeczonym! Nie masz prawa podejmować takich decyzji beze mnie!
- Jestem córką twojego króla. Nie masz prawa na mnie krzyczeć  - podjęła grę, czym jeszcze bardziej rozjuszyła lorda.
- No właśnie, króla... Ciekawe co Wespazjan by powiedział na wieść, że łamiesz jego rozkaz - syknął jadowicie Rebio. - Tatuś się pewnie w grobie przewraca, gdy widzi, jak obściskujesz się po kątach z innym. Bo nie wątpię, iż musi być ktoś trzeci. Gdyby nikogo nie było na horyzoncie, nie zrywałabyś ze mną.
- Owszem. Jest ktoś taki. Eryk - moje Imevit  - rzuciła wyniośle, nawet na niego nie patrząc. Chciała to wszystko rozwiązać z klasą, ale skoro Rebio nie miał zamiaru zachować klasy, ona nie miała zamiaru być miła.
- Co? - Rebio przez sekundę wydawał się zbity z tropu. - Tylko tyle masz mi do powiedzenia?! - warknął zaraz gniewnie.
- A czego oczekujesz?
- Może jakiś przeprosin, tłumaczeń! Notorycznie mnie zdradzałaś! Należy mi się chociaż słowo: "przepraszam"!
- Naprawdę chcesz, bym kłamała, mówiąc, że żałuje? - spytała niewzruszonym głosem Nimfadora, patrząc mu wyzywająco w oczy. 
- Bezczelna - syknął Rebio, po czym uderzył ją w twarz. Nimfadora podniosła dłoń do pulsującego policzka. - Spałaś z niem? Odpowiadaj!
- Nie, ale nawet jeśli by tak było, nic ci do tego. Nie miałeś prawa podnieść na mnie ręki! - wycedziła przez zaciśnięte zęby księżniczka.
- Miałem wszelkie prawa! Zdradzałaś mnie! - krzyknął, czerwieniejąc na twarzy i uderzył ją raz jeszcze. Bardzo mocno. Nimfadora poderwała się gwałtownie z miejsca i posłała mu mordercze spojrzenie.
- Kimże ty jesteś, by ważyć się mnie tknąć! Jestem twoją księżniczką, córką króla, któremu twój ojciec służył całe życie! Dotknij mnie jeszcze raz, a przysięgam, że mój brat ci tego nie daruje! Powiesi cię na najbliższej gałęzi, a potem rzuci twoje martwe ciało sępom na pożarcie! - Nimfadora straciła panowanie nad sobą. Była często uległa, pokorna, ale wszystko miało swoje granice. Nie pozwoli się nikomu uderzyć. Ona na nikogo nie podniosła ręki, więc nikt nie miał prawa podnieść jej na nią. A tym bardziej Rebio.
- Że niby który brat?! - zadrwił z niej młody lord. - Cedric? Ten, który jest zbyt zajęty Wiktorią i każdym innym tylko nie tobą? Cedric, któremu od lat byłaś zbędnym bagażem? Infantylnym dzieciakiem nie chcącym się od niego odczepić?! A może mówiłaś o Falenie? Przybranym bracie, który wykołował was wszystkich?! Zdradził bez mrugnięcia okiem?! O Falenie, który zawsze miał cię głęboko w poważaniu? Czy któryś z nich jest teraz tobą, Nimfadoro? - spytał jadowicie. - Rozejrzyj się i powiedz!
- Cedric jest w delegacji, doskonale o tym wiesz - wycedziła chłodno księżniczka, sztyletując go spojrzeniem.
- Ach, tak...  Pewnie gdyby siedział w Auren, też by tu z tobą nie przyjechał... Pewnie byłby zajęty Wiktorią jak zwykle zresztą. A Falen? On nie jest w delegacji... A też go tu nie ma... Oj, czyżby miał cię gdzieś? 
Nimfadora nie odpowiedziała.
- Powiem ci, co teraz robi. Pewnie leży zalany w trupa albo zabawia się z coraz to kolejnymi panienkami. Jest jeszcze trzecia opcja. Może knuje właśnie plan, jak was wszystkich skutecznie wykończyć? Tak to do niego podobne. Kochany, starszy brat...
- Przestań!  Zamilcz! Nie mogę tego słuchać! - warknęła Nimfadora, wyrzucając ręce do góry.
- Czyżby? A to przykro mi, bo sobie jeszcze posłuchasz - rzucił z nieskrywaną pogardą w głosie. - A może miałby się wstawić za tobą twój nędzny rycerzy? Przebrzydły człowieczek, który nawet nie jest z naszego świata?! Naprawdę myślisz , że on cię kocha? Żałosne. Ja ci powiem, Nimfadoro, jak jest. On tak samo ma cię dosyć jak wszyscy inni. Potrzebna mu jesteś tylko po to, co mi. Tron. Tylko tego chce, nic więcej.
- Eryk taki nie jest! Nie masz prawa tak o nim mówić! - zawołała. Nimfadora już nie wytrzymywała. Zamachnęła się na niego i chciała uderzyć, ale Rebio tylko złapał jej rękę w locie i wykręcił mocno. Nimfadora pisnęła z bólu; ugięły się pod nią kolana. Lord uśmiechnął się do niej szyderczo.
- Puszczaj! To boli!
- A może pomóc miałaby ci Wiktoria, twoja droga przyjaciółeczka, która bardziej jest zajęta grą na dwa fronty niż tobą. Niby zaręczyła się z Cedriciem, ale wszyscy widzimy, że coś ją łączy z Falenem. Nawet jeśli jeszcze mu nie uległa, to na pewno wkrótce to zrobi. Albo Falen zaciągnie ją do łóżka, albo ona sama mu wejdzie do niego. Wiki zapewne zostanie z kimś, kto da jej lepszą pozycję. Jeśli Cedric wygra wojną, która ma się dopiero zacząć, dalej będzie on jej wielką miłością. Natomiast jeśli wygra Falen, z cała pewnością poleci w jego ramiona. Jak dla mnie to zwykła... - Rebio określił Wiktorię w taki sposób, że nawet nie wypada tego powtarzać. W Nimfadorze się zagotowało. Spróbowała uderzyć go jeszcze raz, wolną ręką, ale Rebio uchylił się ze śmiechem. - A wiesz co jest najzabawniejsze w tym wszystkim? Że ty jesteś taka sama.
- Odszczekaj to!
- Co mam odszczekać? Sama prawdę? - spytał, patrząc na nią triumfalnie. Nimfadora się szarpała, próbowała wyrwać nadgarstek, który tak boleśnie jej wykręcał, ale bezskutecznie. I wtedy Nimfadorze przyszedł na myśl pewien pomysł. Z całej siły wbiła mu w nogę szpilkę swojego kozaka. Rebio syknął z bólu i puścił ją. Dziewczyna ruszyła biegiem do drzwi. Nie miała zamiaru zostać tu ani chwili dłużej i słuchać, jak miesza z błotem wszystkich, których kochała. I ją sama także. W tym wszystkim zapomniała o płaszczu.
- A gdzie się tak śpieszysz, skarbie? Jeszcze nie skończyłem.
- Ale ja skończyłam. Żegnam ozięble. Nie myśl, że Cedric się o niczym nie dowie. Powiem mu, jak wszystkich oczerniłeś. Powiem, jak wyzwałeś mnie i Wiktorię. Powiem mu, jak mnie uderzyłeś. I wreszcie powiem o tym, co przemilczałam ostatnim razem. Powiem, co chciałeś mi zrobić. A tego to ci mój brat na pewno nie daruje - zagroziła. Rebio roześmiał się krótko, a kiedy ona nie zważając na niego i po prostu nacisnęła na klamkę, on przemówił nienaturalnie spokojnym głosem, który przyprawił ją ciarki:
- Nie myślałaś chyba, że tak po prostu pozwolę ci odejść... Gereno! - powiedział, a drzwi zamknęły się na cztery spusty. Nimfadora szarpała za klamkę w narastającym przerażeniu, ale to nic nie dało. Nie mogła też ściągnąć zaklęcia. Zneutralizować urok potrafiła tylko osoba, która go rzuciła.
- Masz mnie wypuścić, natychmiast!
- Pomyślmy... Nie - rzucił z mściwą satysfakcją w głosie, podchodząc do niej. Rebio objął dziewczynę mocno w pasie i wyszeptał do ucha:
- Chciałaś mnie przechytrzyć, ale ci się nie udało. Wyrocznia będzie za dwa tygodnie, mówisz? Co powiesz więc, jeśli ślub każę zorganizować jutro? 
- Nawet nie próbuj - zaczęła okładać go po głowie, żeby ją puścił, ale się nie udało. Rebio tak mocno przygważdżał ją do drzwi, że ledwo się ruszała. Ledwo mogła też oddychać.
- A kto mi zabroni? Cedrica nie ma, twojego lubego też... No i nie zdążysz się nikomu poskarżyć. Bo widzisz, chyba nie sądziłaś, że wypuszczę cię do domu. Zostajesz ze mną, skarbie.
- Chyba śnisz - warknęła, mierząc go pogardliwym spojrzeniem. - Prędzej się zabiję, niż cię poślubię - syknęła jadowicie.
- A zabij się, proszę bardzo! Ale dopiero po ślubie, jak już awansuję na księcia - odparł zdawkowo, a jego oczy błysnęły złowrogo. - No ale do jutra jeszcze dużo czasu, a mi nudzi się już  teraz. Co powiesz, kochana Nimfadoro, na próbę przed nocą poślubną? - spytał, rozpinając jej gorset.
- Nie, nie próbuj! Puść mnie, bo zacznę krzyczeć! - zawołała rozpaczliwie Nimfadora. Jej serce obijało się teraz boleśnie o żebra, a oddech był krótki i urywany.
- Krzycz sobie do woli. Drzwi zamknięte. Nikt nie przyjdzie ci z pomocą. A mojego ojca nie ma w domu, więc... - Rebio wzruszył ramionami, a na jego ustach pojawił się obleśny uśmieszek. Lord zerwał z niej gorset i pocałował namiętnie w usta. Nimfadora próbowała go odepchnąć, ale nigdy nie była silną osobą. Nie dała rady. Rebio pocałował ją jeszcze raz i jeszcze, a z każdym kolejnym pocałunkiem schodził coraz niżej.- Wiesz co? Myślę, że sukienka mimo wszystko trochę przeszkadza...
- Nie, Rebio, proszę, nie - załkała przerażona. Nimfadora jeszcze nigdy nie była tak wystraszona. Wiktoria miała rację... Dlaczego ona jej nie posłuchała? Nie powinna była jechać sama... Ale tak mu ufała... Dlaczego wszystko złe zawsze spotyka właśnie ją, która stara się być taka dobra? Dlaczego nie posłuchała Wiktorii? Dlaczego ona...?
- Oj, ucisz się, Nimfadoro, bo zakleję ci usta. Jesteś irytującą - powiedział ze znużeniem Rebio, wywracając teatralnie oczami. Po policzkach Nimfadory spłynęły gorzkie łzy. - Jesteś po prostu żałosna Nimfadoro - Rebo pokręcił głową. - I tak wiem, że tego chcesz.
- Wcale nie chcę! Rebio, wypuść mnie, proszę!
- Nie kłam - rzucił rozbawiony, śmiejąc jej się w twarz. - Ale wiesz co? Na stojąco tak jakoś nie wygodnie... - powiedział, po czym wzruszył ramionami i chwycił ją za długi warkoczyk. Rebio pociągnął dziewczynę jak psa na smyczy w stronę kanapy. Nimfadora jęknęła z bólu. Płakała. Błagała, by tego nie robił, ale on ignorował każde jej słowo. Każdą prośbę. Rebio rzucił Nimfadorę na białą kanapę, a zanim ta zdążyła się z niej podnieść, przygwoździł ją do niej sobą i zaczął rozbierać. Szarpała się, wyrywała, krzyczała, ale na nic się to zdało. Rebio i tak zrobił jej dokładnie to, co chciał. Odbierając przy tym to, co można stracić tylko raz.
Meridiane Falori
___________________________________________
Dłuższa notka zbędna. Piszcie, co myślicie i czy spodziewaliście się takiego obrotu spraw.
Zachęcam do lajkowania fanpage'a Prophecy of Alamer na facebooku [klik]

11 komentarzy:

  1. Nienawidzę Rebio! !!! Jest okropny! !!! Na stos z nim!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle świetnie. Szczerze mówiąc wiedziałam że dobroć Nimfadory kiedyś wyrządzi jej krzywdę. Z niecierpliwością czekam na dalszą część.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten rozdział był tak samo świetny jak każdy inny! :D Nie mogę się doczekać kolejnego, i kolejnego, i jeszcze kolejnego... Można było się domyśleć, że to się tak skończy ale i tak mi się podobało :)

    Pozdrawiam, Królowa Flawia

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałaś "Piratów z Karaibów"? Zakładam, że tak. Więc, czy pamiętasz może, jak jakiś tam gostek chciał pocałować Elisabeth? Ona ugryzła go w język. Nimi też mogła :3. W gruncie rzeczy mogła go ugryźć praktycznie w każde miejsce. Serio.
    Rozdział świetny, szczególnie końcówka przypadła mi do gustu. Jestem ciekawa, czy Cedric zginie...
    "czy spodziewaliście się takiego obrotu spraw" - Może niedokładnie takich, ale wiedziałam, że stanie się coś złego.
    Pelargia
    Zapraszam na:
    pelargiaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Meri, ten rozdział był genialny! (Jakkolwiek zapewne dziwnie to zabrzmi) ostatnią scenę opisałaś po prostu świetnie, po mistrzowsku!!!
    Przyznam się szczerze, że układa mi się w główce pewien rozwój wypadków. Chciałabym, żeby Falen się dowiedział i żeby zrobił z Rebio to, co uzna za słuszne, a chyba wszyscy domyślamy się co by zrobił... Ale zobaczymy jak to 'pociągniesz'. ;)
    Jedno jest pewne: jak by nie było, na pewno będzie się działo!
    Zwykle staram się nie naciskać autorów żeby pisali, ale tym razem muszę zrobić wyjątek. Padam na kolana, zanoszę się płaczem i błagam jak opętana: dodaj następny rozdział najszybciej jak się da! Mnie już teraz nosi z tej niewiedzy co będzie! :)
    I ja się pytam: jak ja mam teraz zasnąć?? Jeśli jutro będę nieprzytomna, to będzie twoja wina.;p
    Ale dziękuję!!!
    S.c.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha specjalnie dla ciebie będę zwlekać z dwa tygodnie z dodaniem rozdizału xD Hahah jestem zła ,jak Falen 3:-) A tak serio to postaram się do środy, max. czwartku dodać ;*

      Usuń
  6. OMG!!!
    Po pierwsze:
    Lunaris to niewolnica, no ale nie powinna być tak traktowana jak robił to Reevian -.-
    Falen okazał się miły?? To do niego nie podobne :)
    Jeżeli chce coś osiągnąć to "idzie po trupach" Niestety :(
    Mam nadzieję, że nie posunie się do tego by zabić Cedrica podstępem.
    Po drugie:
    Nimfadora jest za dobra :)
    Powninna posłuchać Wiktorii i nie jechać samej. No, ale wierzyła, miała nadzieję, że Rebio żałował. Taa... żałował -.-
    Współczuje Nimi :(
    Jest taka dobra, a on??
    To gnojek!!!! (Nie chce się brzydko wyrażać, więc tylko tak mogę o nim powiedzieć)
    Pozdrawiam i czekam na NEXT!!! <3 Pat ka <3
    P.S. Życze ddduuużżżooo weny :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Rebio to okropny drań, ale Nimfadora jest zbyt naiwna, mogla posluchac Wiktorii i wziac kogos ze soba. Rozdzial jak zwykle swietny, zycze duzo weny ;*/emma

    OdpowiedzUsuń
  8. No nie zgadzam się z Furt na stos z nim...
    A co do rozdziału to nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji i no oczywiście licze na kolejne "informacje" dotyczące Falena :) ale i tak liczę na następny rozdział i to jak najszybciej.
    Pozdrawiam Katherina :***

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie nie nie!!! Nie Nimi!!! Łzy mi się zakręciły w oczach :-(
    Emfadora!!!!
    Coco Evans

    OdpowiedzUsuń