piątek, 5 lutego 2016

Tom II : Rozdział 5

Po dwóch dniach jedna z posłanych przez Cedrica jednostek natrafiła na ślad króla Wespazjana, a kolejne dwa dni później (w dzień procesu Falena) został on przywieziony od obozu Karytów. 
Przysłaniający karanirską ziemię śnieg zaczynał topnieć. Słońca było coraz więcej, a pierwsze wiosenne kwiaty pokazywały się znacznie częściej.
Odnalezionego króla szybko zaprowadzono do namiotu Nimfadory, gdzie mógł ogrzać się trochę, odświeżyć i najeść do syta. Ogólnej radości nie było końca. Nie co dzień bowiem zmarły rodzic powraca w pełni sił do świata żywych. 
- Czemu tata taki smutny? - spytała zdumiona księżniczka, wlepiając w Wespazjana błękitne oczy o tak dziecinnym jeszcze wyrazie.
Król, Cedric, Wiktoria, Eryk i Nimfadora zasiedli wszyscy razem wokoło wielkiego stołu. Markotny monarcha pytał z połowicznym zainteresowaniem, co wydarzyło się w trakcie jego nieobecności, a wszystkie odpowiedzi zbywał cichym potakiwaniem. 
- Może coś Jego Wysokości dolega? Jeśli tak, zaraz poślę po lekarza...
- Nie, nie trzeba, Eryku - zaprzeczył zaraz Wespazjan. Spierzchnięte wargi wygięły się w lekki, bardzo słaby i wymuszony uśmiech. - Wątpię, żeby jakikolwiek medyk był w stanie mi dziś pomóc. 
- Chodzi o Falena i jego proces - rzekł Cedric w zamyśleniu, a było to raczej stwierdzenie niż pytanie. Sam książę także cały dzień wydawał się nieswój. Niby wiedział, że Falen zasłużył sobie na wszystko, co go niebawem spotka, a jednak... - Nie mylę się?
Król uniósł na Cedrica swe bystre, ale i udręczone oczy. Choć nie toczyła go żadna choroba, twarz miał bardzo bladą.
- Znasz mnie dobrze, synu - powiedział, podpierając się łokciami o stół. Najpierw jednym, potem drugim, na końcu schował twarz w dłoniach, pozwalając, by przysłoniła ją kurtyna długich siwych włosów. 
- Nie wierzę, że po tym wszystkim, co Falen zrobił Jego Wysokości, Jego Wysokość jest w stanie wykrzesać z siebie współczucie dla tego Zdrajcy. - Eryk pokręcił z dezaprobatą ciemnowłosą głową. Spojrzał na siostrę, szukając w niej wsparcia.
- Co takiego? A, tak, tak - przytaknęła bez przekonania, wyrwana z zamyślenia. 
Od ostatniej rozmowy z Falenem po głowie Wiktorii nieustannie kołatały się jego słowa o Szeherezadzie, boskości, przepowiedni i wskrzeszeniu Kardena. Co noc przed zaśnięciem przypominała sobie jej przebieg, analizując krok po kroku każdy wypowiedziany wyraz. Mimo, że po raz pierwszy od tak dawna miała wrażenie, że Selear nie kłamał, nie potrafiła przyjąć jego prawdy do wiadomości i tym samym uczynić jej własną. Tori wiedziała, że jak najszybciej powinna pomówić o tym z bratem, Cedriciem czy chociaż Nimfadorą, ale nie umiała na to zdobyć. Bała się, że słowa Falena okażą się żartem, a ona tylko ośmieszy się w  ich oczach...
- Nie rozmawiajmy o Falenie, proszę - jęknęła bezbarwnym głosem Nimfadora. Spuściła wzrok, bawiąc się nerwowo rękawem karmazynowej sukni. Szeptała, a słowa z trudem przechodziły jej przez ściśnięte gardło. Zupełnie, jakby wyznawała własną winę. - Długo pracował na to, co go dziś spotka. Zdradził nas wszystkich, próbował zabić Ceda i Eryka, ciebie, Tori, uprowadził, a ojca zabiłby najpewniej, gdyby mu nie przeszkodzono.
- Nie chciał mnie zabić - zaprzeczył równie cicho Wespazjan.
- Jak to nie? Porwał cię, groził... - powiedział natychmiast Cedric. - Mam wyliczać dalej?
- Chciał mnie zabić, naprawdę chciał, tamtego dnia, kiedy został pojmany, ale nie mógł się na to zdobyć...
- To bez znaczenia. Chwilowa słabość nie czyni go świętym. - Eryk zaczął podnosić się z miejsca. - A teraz wybaczcie, ale muszę sprawdzić, czy wszystko gotowe do procesu.
I wyszedł. Tak naprawdę Eryk nie miał nic do zrobienia. Nie chciał po prostu dłużej słuchać aluzji odnośnie tego Zdrajcy. Żywo w pamięci miał wciąż wspomnienia krzywd, które wyrządził on Wiktorii, jedynej osobie, jaka została mu na świecie. Pierwsze porwanie i uwięzienie w Twierdzy w Dolinie Smoczych Płomieni. Przez tak wiele tygodni każdy odchodził od zmysłów z obawy o Tori, podczas gdy Falen bez cienia wyrzutów sumienia w dalszym ciągu prowadził swoją maskaradę w Alamer. Wszystkie groźny, jakie kiedykolwiek padły z jego ust... Pamiętał też dobrze, jak Wiktoria udała się do pałacu zaraz po napaści Rebio na Nimfadorę. Z jednej strony Falen zgrywał troskliwego brata, który uratował Nim, a z drugiej zahipnotyzował Tori, dowolnie zmienił jej wspomnienia, a następnie wykorzystał. Dla Eryka książę mógłby nawet oddać cały swój majątek na biednych i wstąpić do klasztoru, ale w jego oczach i tak pozostałby na poziomie niższym od robactwa.
Tak naprawdę Erykowi żal było tylko dzieci, które Falen po sobie zostawi. Naviela, jako potencjalnego następcę tronu Karaniry, kandydata Zdrajców w niedługiej kolejce po władzę, Przymierze potraktuje jako zagrożenie. Cedric obiecał co prawda, że nie pozwoli się mścić się na Navim i Meridiane, ale... pozostali członkowie Przymierza mogą pozbyć się problemu w białych rękawiczkach. Tak, żeby wszystko wyglądało na wypadek. A za wypadek Cedric żadnego z dostojników na szafot przecież nie pośle.

***

Przedstawiciele krajów Przymierza zasiedli na drewnianych trybunach w łukowatym kształcie. Karanirę reprezentowali Cedric i Wespazjan, Blackraven książę Even, Rosengard książę Leirenhard, syn cesarza Rosengardu a brat Rosalindy (sama Rosalinda obserwowała wszystko z pewnej odległości, razem z innymi ukrytymi za namiotami gapiami), Cristallion książę Herin (dopiero wrócił na Karanirę po długich walkach w swoim królestwie), Ferishere królowa Dryllidia, a Leveile wielki książę Simidas. 
Naprzeciwko trybun stał drewniany fotel, do którego to za nogi i ręce przypięty był Falen. Po obu stronach księcia stali strzegący porządku rycerze.
W oddali majaczył stryczek, obsiadły przez wrony.
Zawieszone wysoko nad Archipelagiem słońce chyliło się powoli ku ziemi, barwiąc niebo wszystkimi odcieniami czerwieni, pomarańczu, złota i różu. Wieczór wydawał się wyjątkowo ciepły, choć może to dlatego, że wszystkich grzały emocje. 
Ten dzień miał być początkiem. Zapowiedzią przyszłego, jeszcze większego, triumfu Karytów. 
Przecinający niebo klucz czarnych ptaków zapiszczał donośnie, dając sygnał do rozpoczęcia procesu.
Jako pierwsza głos zabrała wyniosła, niepierwszej młodości kobieta o przetykanych siwizną włosach. Królowa Dryllidia. 
- Falenie III Selearze, synu Kadena Seleara i syreny Persenope, czy wiesz, o co dziś jesteś oskarżony? - spytała przesadnie donośnym głosem. - A może chcesz, aby ci przypomniano twe zbrodnie?
Falen odchylił leniwie głowę i zmierzył królową pewnym wyższości spojrzeniem. Nawet w obliczu rychłej śmierci nie tracił godności.
- Tyle tego było... Poszczególne występki zacierają mi się w pamięci - rzekł z wylewającą się z niego nonszalancją.
Wyszedł z założenia, że skoro i tak chcą go dziś skazać, przynajmniej napsuje im trochę krwi. Odnotował sobie w duchy punkt, kiedy pilnujący go Karyta zaczął zgrzytać zębami.
- A więc odczytamy zarzuty - oznajmiła Dryllidia, dając dłonią znak mówcy. - Panie Fezeiusie, bardzo proszę.
- Nie żebym podważał kompetencje Waszej Wysokości, ale lista obejmuje blisko dwustu zarzutów! - zaoponował wielki książę Simidas, mierzwiąc swą brodę. - Do rana się z tym nie uporamy! 
- A ty co się tak cieszysz? - spytał oschle Cedric, świdrując brata wzrokiem.
- Szczerze mówiąc myślałem, że będzie gorzej.
- No jasne...
- Będziemy siedzieć tu choćby i tydzień, ale dopełnimy wszystkich formalności - rzekła królowa, po czym dała mówcy znak, aby zaczął czytać.
Zdrada.
Kolaboracja z państwami ościennymi należącymi do Unii.
Upozorowanie śmierci króla.
Grożenie królowi.
Uprowadzenie (dwukrotne) Wiktorii Wileńskiej.
Zmienienie wspomnień bez zgody pokrzywdzonej.
Spowodowanie potopu w Sylur.
Zabójstwo mężczyzn strzegących tamę.
Zniewolenie i upodlenie Rosalindy z Rosengardu.
Nielegalne eksperymenty alchemiczne.
Złamanie do pałacu lorda Rebia I i jego syna Rebio II.
Zabójstwo lorda Rebio II.
Wprowadzenie Zdrajców do Alamer.
Współudział w zabójstwie alamerskiego medyka.
Próba zorganizowania zamachu na życie Cedrica za pomocą Lunaris z Triwendell 
Szantażowanie Wiktorii Wileńskiej.
Próba zabójstwa Eryk Wileńskiego.

Wymieniane imiona zabitych, więzionych, podtruwanych czy szantażowanych nie było widać końca. Sam Falen przysnął w połowie.Obudził się dopiero, kiedy jeden z rycerzy trzepnął go mocno w tył głowy. Mówca skończył czytać i odetchnął z ulgą. Ciemno już było, noc dawno zapadła. Gdzieś w oddali unosiło się echo cykających koników polnych.
Później na świadków zostali powołani pokrzywdzeni. Przesłuchiwano Wespazjana, Wiktorię, Eryka, Rosalindę, wdowy po mężczyznach zabitych przy tamie, wdowców i wdowy po ofiarach potopu, matkę Rebio i wielu, wielu innych.
Rosalinda z nienawiścią pałającą z oczu nie mogła doczekać się wielkiego finału. Chciała, by Falen umarł jak najprędzej.
Nimfadora przez jakiś czas przysłuchiwała się temu wszystkiemu, wtulona w Wiktorię.
Oczy ją piekły, a wewnątrz żal ściskał serce. Kołatało mocno, oddech przychodził z trudem. A Falen pozostawał spokojny... Czyżby już pogodził się z myślą o śmierci? Czy raczej miał jeszcze asa w rękawie...
- Falenie Selearze, przyznajesz się do postawionych przed sobą zarzutów? - zagrzmiał książę Rosengardu.
- Połowy nie pamiętam.
- A drugiej?
- Tego wyprzeć się chyba nie da - odparł Falen, akcentując mocno każde słowo. 
Kiedy wszystko chyliło się ku końcowi, poczuł, jak ogarnia go niepewność. Zacisnął dłonie na poręczy fotela, wiercąc się na nim niemiłosiernie. Chłód smagał mu kręgosłup. Przymknął oczy, życząc sobie w duchu szczęścia. Myślał o Navim, o Meridiane, a nawet o Temidzie. Musiał spróbować. Czekał tylko na odpowiedni moment...
- Myślę, że w zaistniałych okolicznościach wyrok może być tylko jeden - powiedział Evan. Oczy mu lśniły, usta wygięły się w uśmiechu, a na policzki wstąpiły wypieki. Czuł niewysłowioną przyjemność. Właśnie na to czekał tak długo...
- Falenie III Selearze - odezwała się znów Drillidia - uznany zostajesz za winnego wszystkich tych czynów. Za przelaną krew zapłacisz własną. W imieniu Przymierza skazuję cię na śmierć poprzez powieszenie. Wyrok wykonać natychmiast.
Nimfadora nie dała rady dłużej na to patrzeć. Przeprosiła Wiktorię, wyrwała się z jej objęć i podbiegła przed siebie, prosto do namiotu. Zdusiła księżniczkę rzeczywistość, zabiła samym swym ciężarem.Ponad sto lat prawie pozbawionych bólu, a po nich sztylet za sztyletem w serce. Wydać przyszło jej zapłacić za słodki wiek beztroski, tylko dlaczego w tak okrutny sposób?
Wiktoria odwróciła wzrok, ale nie mogła odejść. Nogi miała jak z waty, nie zdolne do ruchu. Wespazjan nie wyrzekł ani słowa. Spojrzał na syna z wielkim bólem, ale usta trzymał zaciśnięte.
Serce Falena na moment stanęło. Kiedy rycerze odwiązywali mu dłonie i nogi, zwrócił się jeszcze do Karytów.
- Zanim mnie powiesicie, może wysłuchacie najpierw mojej propozycji? Zaręczam, że bardziej przydam wam się żywy.
- Boi się - mruknął Cedric do Herina, a ten skinął głową.
- Co to za propozycja? - spytała królowa szczerze zaintrygowana.
- Chyba nie masz zamiaru słuchać tego straceńca, pani? - ożywił się Ced. - Przecież to jasne, że powie wszystko, żeby tylko oddalić sznur od swojej szyi.
- Ja przewodzę rozprawie i ja decydować będę - zagrzmiała, unosząc butnie podbródek. Następnie zwróciła się do Falena. - Cóż to za propozycja?
Zdrajca uśmiechnął się, a jego uśmiech nie zwiastował niczego dobrego. Zaczął rozmasowywać poobcierane przez sznur nadgarstki.
- Zdaje się... że bardzo zależało wam na znalezieniu bazy Zdrajców... 
- Nonsens! - fuknął Evan. - Bazą Wyklętych jest teraz Alamer.
- Niekoniecznie - zaprzeczył Falen, mrużąc chytrze oczy. - Alamer to tylko jedna z wielu twierdz. Prawdziwe życie toczy się w podziemiu. W porównaniu z nim Alamer to zwykły plac zabaw.
- Co nam po jakimś podziemi?. - Wielki książę Simidas zbył jego słowa machnięciem dłoni. - Nie dość mamy was na powierzchni? - spytał, a przez trybuny przetoczył się cichy śmiech. - Straż, zabierzcie skazańca na szafot.
- Nie tak prędko - syknął Falen, wyszarpując się z uścisku rycerzy. Gniew zaczął odciskać na nim swoje piętno. - Może jednak zainteresujecie się podziemiem, kiedy dowiecie się, co planuje.
- O czym mówisz? - spytała Drillidia.
- Pani, nie warto wdawać się z nim w dyskusję! - sapnął Cedric, kręcąc głową. - To tylko strata czasu. Nie dziwi was, że przez wszystkie przesłuchania milczał, a teraz nagle zrobił się rozmowny? Przecież to kłamstwo, zwykła gra na czas.
Falen zacisnął pięści. 
Sprytny jest mój braciszek, myślał ze złością. Ale nie dość sprytny. Jeszcze dopnę swego.
- Co za rewelacje masz nam do przekazania, Selearze?
Falen milczał przez chwilę, budując wokół siebie napięcie. Ach, jak łatwo było okręcić ich sobie wokół palca... Jeszcze tylko kilka słów, a będą jego. Wszyscy bez wyjątku.
- Zdrajcy planują wskrzesić Kardena - powiedział. Po trybunach przetoczyło się echo zduszonych okrzyków. 
- To bzdura! Wszyscy wiemy, że bez Szeherezady to niemożliwe - zaoponował, choć niepewnie, książę Leirenhar. - Cedric miał rację, Zdrajca próbuje wodzić nas za nos, ale mu się nie uda.
- Och, bynajmniej - rzekł prędko Falen z pewną kurtuazją. - Szeherezadę już znaleźli. Teraz trzeba ją tylko pojmać... Jeśli Zdrajcom się uda, Karden powstanie i wszystkich was obróci w proch.
Karterczycy wymienili spojrzenia. W pełnym ożywieniu zaczęli szeptać między sobą. 
- Czemu nie powiedziałeś o tym na przesłuchaniu? - spytał Herin, sunąc palcem po brodzie w zamyśleniu.
- Ponieważ nie pytaliście.
Naradzali się dalej. Kiedy Falen był już pewien, że los mu sprzyja, Drillidia odwróciła się do niego i, śląc lodowate spojrzenia, wyrzekła do rycerzy:
- Bez znaczenia to wszystko. Zabić, tak brzmi rozkaz.
Falen zesztywniał. Serce na moment zapomniało, jak powinno bić. Zastygło w bezruchu jak lodem ścięte. Oddech uwiązł mu w krtani, związany razem z głosem. Poczuł, jak rycerze łapią go za ramiona i siłą ciągnął w stronę szafotu.
Szybko przyszło na niego otrzeźwienie. Zacisnął zęby, nie miał zamiaru poddać się bez walki. Pchnął w bok jednego z rycerzy - tak mocno, że niczego nie spodziewający się Karyta stracił równowagę i upadł na ziemię. 
Na trybunach zapanowało poruszenie.
Drugi ze strażników szybko złapał Falena mocniej, ale na niewiele się to zdało. Selearowi udało się odwinąć i trafić go z całej siły w szczękę. Z nosa pociekła mu krew. Zdrajca spróbował wykorzystać jego chwilową dezorientację i puścił się biegiem w stronę lasu. Pierwszy Karyta szybko pozbierał się z ziemi i z obnażonym mieczem ruszył za nim. Zaraz dołączył i drugi. Falen wskoczył za konar grubego drzewa i z bijącym jak dzwon sercem odczekał chwilę Kiedy rycerze zaczęli obchodzić je z jednej strony, wyskoczył na nich z podniesionym z ziemi kijem. Uderzył pierwszego mocno w tył głowy. Ten, widząc gwiazdki przed oczami, złapał się konaru. Potrzebował chwili na dojście do siebie.
Falen zamachnął się i na drugiego, jednak ten natarł na niego z mieczem. Przeciął kij w powietrzu i wycelował czubek ostrza w pierś przeciwnika. Wściekły Zdrajca rzucił w niego odłamkami drewna i wziął nogi za pas. Nie przewidział jednak tego, że rycerze w ciężkich kolczugach potrafią tak szybko biegać. 
Nim się obejrzał, z mieczem pod gardłem doprowadzono go na stryczek. Pierwszy raz od dawna poczuł, jak ogarnia go panika. Lecz  na twarzy jego widniał tylko spokój... 
Rycerz ze złamanym nosem z lubością zarzucił pętlę na szyję Seleara. Wokół szafotu zebrał się cały sąd. Cedric obserwował to wszystko z kamienną twarzą, choć wewnątrz emocje szalały w nim jak tajfun. Więc to tak wszystko miało się skończyć.
Falen nie patrzył ani na niego, ani na nikogo innego. Wbił wzrok gdzieś w przestrzeń. Nie wierzył, że zaraz umrze. Miał tyle ideałów, miał Imevit. To Cedric miał zginąć, nie on. Nie on. Jemu bogowie pisali zwycięstwo!
- Zdychaj, gadzie - sapnął Falenowi do ucha rycerz, pełniący rolę kata, po czym napiął sznur.
Coś skrzypnęło, ziemia osunęła się spod stóp Zdrajcy. Poczuł ucisk na szyi. Złapał się za nią, próbując wsunąć palce pod pętlę. Chciał w ten sposób podarować sobie choć jeden więcej oddech. Powoli tracił świadomość, kiedy usłyszał donośny, kobiecy głos, drżący z emocji. Choć może było to tylko złudzenie... Brakło mu pewności.
- Odetnijcie go natychmiast! - zawołała Wiktoria, wbiegając na szafot.  - Zdrajcy naprawdę chcą wskrzesić Kardena!

MERIDIANE FALORI

25 komentarzy:

  1. Co jak można przerwać w takim momencie?! Rozdział świetny! Zarzuty wobec Falena... tyle ich było... Miałam właśnie nadzieję, że Wiktoria coś zrobi. Czyli Falen na razie będzie żyć! Jupi!
    Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy. Pozdrawiam i życzę weny.
    Arya V.

    P.S. Mniej więcej kiedy można się spodziewać kolejnego rozdziału?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry za chaotyczny komentarz. O tej godzinie końcem tygodnia chyba nie myślę zbyt jasno...

      Usuń
    2. Dla mnie jest bardzo jasny ;) Dziękuję :D Do końca miesiąca powinien się pojawić, zależy jeszcze jak ułoży się sytuacja ze szkołą.

      Usuń
    3. Mam jeszcze pytanko;
      Co z Opowieściami z Erithel? Masz zamiar je kontynuować? Bardzo je lubiłam...

      Usuń
    4. Chyba odpisałam ci na Zmienić przeszłość, ale nic nie szkodzi, napisze jeszcze raz ;)
      Też lubię tę historię, w pewien sposób zżyłam siez bohaterami, ale uświadomiłam sobie, ze popełniłam w fabule zbyt wiele błędów, by móc pisać dalej to opowiadanie. Erithel musi trochę odleżeć. Poczekać do momentu, aż będę miała pomysł i chwilę na naprawienie tego wszystkiego.

      Usuń
  2. Serio Tori?! ._. Tak późno ._. Dłużej nie mogłaś czekać ._.
    Obudziła się królewna jak już prawie umierał ._.
    Rozdział bardzo mi sie podoba <3 tak jak ci już wcześniej mówiłam, zaczynasz nabierać coraz większej wprawy, piszesz z coraz większym doświadczeniem :) błędów nie zauważyłam, więc albo mnie tak bardzo wciagnelo, że nie zauważyłam, albo nie bylo żadnego
    Za co duuuuzy plus <3 (jedynym wyjątkiem jest: WŁAMANIE a nie złamanie do pałacu Rebio ;)
    Zacznę od początku
    Wow uwolnilas Wespezjana, nie sądziłam, że to zrobisz - duże zaskoczenie dla mnie, szczerze nie wiem czy dobrze ze jest wolny czy nie :/ pozostawiam opinię tobie może to do czegoś wykorzystasz ^^
    200 przewinień Falena xD sądziłam że więcej będzie xD Ale jejku Tak strasznie się co czepiają a ja uważam że nie było tak źle prawda xD no dobra było xD Ale ja i tak to kocham więc wybaczam mu to xD jak bym mogła to sama bym zrobiła ze 100 xD
    Rozdział zakończony w kulminacyjnym punkcie już mnie ciekawość zżera do będzie dalej jak to rozwiniesz ^^
    No cóż pozostaje mi tylko czekać
    Życzyć weny
    Pozdrawiam :***
    ~ twoja ulubienica ~ D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiast
      Sie strasznie co czepiają powinno być GO
      I zamiast jak tak to kocham też powinno być GO
      głupi autosłownik ._.

      Usuń
    2. Czy tylko mi się skojarzyło z Greyem? Xd
      M. Falori "200 przewinień Falena"
      Hahahaha xd

      Usuń
    3. Hahahahaha ciekawe skojarzenie xD W sumie styl życia prowadzi podobny :')

      Usuń
  3. O jaaaaaa... O jaaaaaaaa!!!!! Aż żałuję, że nie mogłam się wcześniej zebrać do przeczytania tego rozdziału. O jaaaa!!! Falen naprawdę zawisnął. O jaaaa!!! Ale Wiktoria go chyba uratowała!!!! O jaaaaa!!!! Rozpętałaś burzę uczuć w moim sercu xd Jak ja się bałam, że go powieszą, jeny... Lubię Falena, ale jeśli mam być szczera, to ta sytuacja przed powieszeniem wiele o nim powiedziała. Że brak mu honoru. W końcu zdradził swoich sprzymierzeńców, żeby przeżyć, nie? Powiedział o planie wskrzeszenia Kardena. (Przyjmę, że powiedział prawdę, tylko mi gdzieś po prostu umknęła ta informacja albo o niej wcześniej nie wspomniałaś. Bo naprawdę tego nie pamiętam ;P) No i powiedział o tym, żeby się uratować. Chyba że po prostu chciał dać sobie czas na ucieczkę, co jednak nie zmienia faktu, że plan zdradził.
    No i to niesamowite, że im wszystkim było tak żal Falena, kiedy miał umrzeć. Rozumiem to, ale to naprawdę niesamowite, że Falen tyle zbrodni popełnił, a jednak wciąż rodzinie było go żal. Tylko Eryk zimny jak głaz xd A w sumie chyba najmniej krzywd doświadczył. Ani nikt go nie zgwałcił, ani nikt go nie porwał i nie trzymał w lodowym zamku... Ale Eryk to taki trochę egoista mam wrażenie. Albo po prostu bardzo łatwo daje się ponieść negatywnym emocjom.
    A Nimfadora jak zawsze zrozpaczona. Mamy tyle wspólnego! ;D

    Fajnie, że mimo tak tragicznego tematu tego rozdziału, poprowadziłaś go całkiem lekko i zabawnie. Falen przysnął xd świetne! Aż chciałabym się tam przenieść na tę chwilę i zobaczyć, jak mu głowa opada do tyłu i śpi z otwartymi ustami, z których mu cieknie stróżka śliny xd haha Nasz ksiądz nazywa to spanie "na betoniarkę" xd

    Pozdrawiam i życzę wytrwałości i cierpliwości w pisaniu!
    Lapidarna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, łał, zmieniłaś wygląd bloga! Zauważyłam dopiero teraz, bo na telefonie byłam. Ale teraz jest prześliczny! :D lepszy od poprzedniego. Dojrzalszy i poważniejszy :P

      Usuń
    2. Dziękuję! :D Mi też bardzo się podoba hahah Starałam się, żeby był taki luźniejszy trochę, bo ile można być poważnym? ;) Cieszę się, że się udało :*
      Falen i brak honoru... hm chyba nigdy go nie miał ;) Poza tym, spokojnie, on we wszystkim ma ukryty cel, nei powiedział tego ot tak ze strachu ^^ 3:-)

      Usuń
  4. Fajny rozdział podoba mi sie
    Niedawno tu trafiłam a już wchlonelam wszystko
    Masz ciekawy styl pisania podoba mi sie
    Czekam na następny i pozdariwma
    PS mi też skojarzyło się z Greyem xD
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne ;)
    Też mogę czytać Cztery Żywioły? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz niestety blog na razie zniknął z internety :(

      Usuń
    2. A będzie jeszcze kiedyś? ;p

      Usuń
    3. Mam nadzieję :) Robię wszystko, żeby to wydać xD Praca jest już gotowa, szykuje się na odbiór w wydawnictwie ;) Może się uda, a jeśli nie , spróbuje z innym onkursem

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Niestety nieprędko. Blogi są zawieszone ;/

      Usuń
    2. Tylko wróć <3 Bo ten blog podoba mi się najbardziej <3

      Usuń
  7. WOW!!!
    Genialne opowiadanie! <3 Masz talent ;) uwielbiam twoich bohaterów, i cały świat, który sobie stworzyłaś. Czytałam całe na jednym tchu, dlatego dopiero teraz komentuję.
    Wielka szkoda że zawiesiłaś swoje blogi, i to w najważniejszych momentach. Bardzo lubiłam je czytać. Mam nadzieję, że szybko wrócisz do ich pisania ;*
    ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  8. Więc tak. Dłuuuuugo mnie tu nie było, ale tak na serio dłuuuuuugo (od końca pierwszego tomu), ale wróciłam. Te pięć rozdziałów przeczytałam niemalże na jednym oddechu (hiperbole rządzą <3) i już pamiętam, czemu tak lubiłam to opowiadanie (pomijając dopracowane szczegóły, ciekawą fabułę i przyjemny styl, chodzi o Falena <3). Mam co prawda kilka drobnych uwag, ale to tylko dlatego, że jestem szczególantem ((było gdzieś coś, że "Wasza Wysokość coś tam robiła", gdy chodziło o Falena, zgadzam się z Tobą, że niezbyt Ci wychodzą sceny walki [ale nie jest tak źleeee], no i pomysł, że ataku o świcie się nikt nie spodziewa, jak mówiłam, nic ważnego)). A jeśli chodzi o samą treść, to JAK MOŻNA KOŃCZYĆ W TAKIM MOMENCIE??? (jest idealny) Kilka ostatnich zdań czytałam prawie ze łzami w oczach, bo wiem, że Falen nie może zginąć, ale jednak bałam się o niego. Świetnie opisałaś to, jak prosił Ceda o obietnicę, że nie skrzywdzi dzieci, jak się o nie bał (i o Temidę, niezbyt ją lubię, ale wciąż: to było super). Podoba mi się też, jak na razie rozwiązałaś sprawę Lunaris(?). Dalej martwię się o tę kwestię z nią i Cedriciem, ale od zawsze jestem w teamie Falen-Wiktoria, więc chyba jakoś to przeżyję :D O co chodzi z Szeherezadą?? Wiktoria będzie miała jakieś supermoce? Lasery z oczu, albo coś takiego?? Chciałabym to zobaczyć (ale tylko na chwilę, chyba lasery niezbyt do niej pasują...). Cieszę się, że Wespazjan wrócił! Ta scena z chcącym go zabić Falenem, gdy król upomniał go za słownictwo... <3 Ach, i od razu mi ulżyło, gdy napisałaś, że Eryk nie zginie, dopóki żyje Wiktoria. Niby jest sobie dzielnym, walecznym rycerzem, ale to zawsze lepiej, mieć takie zabezpieczenie, nie wiadomo, na co mogłabyś wpaść... xD Przepraszam, za cudownie ogarnięty komentarz, ale chyba nie umiem inaczej ;) Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału *żyła bez bloga ze sto lat i histeryzuje po powrocie*!! Z tego co widzę, od dawna nic się tu nie dzieje, ale mam nadzieję, że niedługo wrócisz. Zauważyłam też, że Cztery Żywioły jest tylko dla zaproszonych czytelników. Czy kiedyś, jak już wszystko sobie ogarniesz, mogłabyś mnie dodać? Naprawdę lubię Twoje opowiadania!
    Horace Love <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojć, nie zdawałam sobie sprawy, że wyszło mi tak dużo wszystkiego, sorki :)

      Usuń
    2. Kocham długie komentarz i bardzoci za niego dziękuję. Nie mogę na razie wrócić na bloggera, ale bardzo za nim tęsknię. Tym bardziej moje małe serduszko skacze z radości, gdy widiz, że ktoś o mnie jeszcze pamięta ^^
      Cztery żywioły na razie zostały usunięte z internetu, ponieważ, jak pisałam kiedyś na fp, przerabiam histori na książkową wersję i szukam wydawnictwa <3
      pozdrawiam, Meri

      Usuń